sobota, 14 marca 2015

11. Czy żyjemy w bezpiecznych czasach?

Czemu tak długo czekaliście? Napiszę wam odpowiedź. A raczej kilka...
1. Brak czasu.
2. Zdenerwowanie. Nienawidzę robić czegoś jeszcze raz. Napisałam rozdziała, dłuugi rozdział. I wiecie co?! Nie zapisało mi się. Wyobraźcie sobie moje wzburzenie tym faktem. Dramat.
3. Chęć do pisania nabieram, gdy pozmieniam wygląd bloga. A teraz? Taki piękny szablon i serce boli, gdy chcę go zmienić. 
Chciała bym dodać jeszcze jedną rzecz. To nie blog miłosny, to nie jego podstawa. Główna część bloga będzie krążyć nad nieznanym typem: "CPN". Cała treść tego bloga, będzie polegała na tej zagadce, a będą towarzyszyć mu pytania. Kto to jest? Czego chce? Czemu to robi? Jak go pokonać? Czy żyjemy w bezpiecznych czasach? 
Lily
Rafał
Kroczyłem niepewnie z wielkim burakiem na twarzy. Czemu? Oliwer miał TAKI SAM pokój jak ja! To było dziwne, tylko mieliśmy inne zdjęcia. Może i było mi dziwnie, ale jest i druga strona tego złego. Oliwer, też był cały czerwony. Jak to powiedziała Ann? Ta czerwień na twarzy idealnie komponuje się z malinową sukienką. Mój towarzysz ubrany był w malinową (tak powiedziała Ann, dla mnie to nadal czerwień!) sukienkę. Była ona wypchana pomarańczami, gdyż my-jako faceci nie mamy piersi. Komicznie to wyglądało gdy koślawił średniej wysokości, białe szpilki Avy. Zabawne, mają taki sam rozmiar… Donia często pożycza buty od Oliwera, lubi skaty. Oczywiście, mój przyjaciel wyposażony był w makijaż. Krwisto czerwona szminka gościła na ustach gdzie nie było uśmiechu, lecz grymas i lekkie zażenowanie zaistniałą sytuacją. Cienie białe, i gustowny róż na policzku. Posiadał też długie zakręcone rzęsy. Niestety ja byłem cały różowy. Dlaczego? Oliwer poszedł na pierwszy ogień, i oczywiście śmiałem się w niebogłosy. Ava zdenerwowana w akcie zemsty wyposażyła mnie w różowy zestaw. Posiadam spódniczkę baletnicy, różowy top odkrywający brzuch. Nie obyło się bez naprawdę wysokich szpilek i dodatków. Za nieodpowiednie zachowanie przekuli mi uszy. Dosłownie! Teraz w okolicach uszów dyndają mi różowe piórka! Za sprzeciw oberwało mi się gustowną torebką w kolorze wściekłego różu. Makijaż? Postawili na delikatny niebieski za co jestem im wdzięczny, bo kolejnej dawki tego przesłodzonego koloru dla małych dziewczynek nie wytrzymam! Zamyślony, nie patrząc przed siebie wpadłem na panią Mc. (Tak nazywamy Minewrę) Ona zamiast spojrzeć na nas srogo uśmiechnęła się.
-Chłopcy, nie wiem co zrobiliście panie Avalun i Gren, ale pewno sobie zasłużyliście i nie wlepię wam szlabanu. Wiem, że to jest najgorsza kara jaką mogły wymyśleć dziewczęta więc zniknijcie mi z oczu bo jeszcze się rozmyślę. – rzekła profesorka. Chciałem się sprzeciwić, ale co miałem w takiej sytuacji powiedzieć? „Pani profesor, bo ja się założyłem z kolegą Rafałem, o to kto ma lepszy pokój, a mamy taki sami!”, tak rzeczywiście, brzmi bardzo sensownie! – A i jeszcze jedno. Proszę przekazać dziewczynom, że panu Chase nie pasuje róż. Postawiłabym na bardziej pastelowe kolory. – dodała profesorka z uśmiechem na twarzy i odeszła, zostawiając mnie w osłupieniu. Po długiej wędrówce doszliśmy do Wielkiej Sali. Nie obyło się bez śmiechów. Oczywiście byliśmy tematem numer jeden rozmów. Ślizgoni śmiali się najbardziej, a Marcus patrzył na nas z politowaniem. Dotarcie do miejsca gdzie siedzimy zajęło nam wieki. Bo my-geniusze siadamy na końcu stołu! Gdy doszliśmy wyłączyłem się. Nie słuchałem nikogo i tylko jadłem.
-RAFAŁ! DEBILU ODEZWIJ SIĘ! – moją oazę spokoju przerwał donośny krzyk Saya.
-Słucham. – odparłem troszkę naburmuszony. On przerwał stan mojego odprężenia! Spojrzałam na Samantę, była bliska płaczu. Ava, przytulała Oliwera z przestraszoną miną. Say, był zdenerwowany, po policzku Ann ciekły łzy, Dave był przygaszony jeszcze bardziej niż zwykle a Sammy. Po prostu dźgał biednego kurczaka na talerzu. Zrobiłem się blady, wiedziałem, że coś się wydarzyło. Coś naprawdę złego. –Co, ccco jest? –
-Trzymaj. – powiedział niepewnie Leo i podał mi gazetę „Kociołek poranny”. – strona 3.
Przewinąłem kartki i spojrzałem na nagłówek.
Śmierć 5 mugoli
Jak wiadomo miasto „Gilngate” to spokojne miejsce gdzie czarodzieje i mugole żyją w spokoju i przyjaźni. Czy na pewno? Dick Gootnem, mieszkaniec wioski wczoraj wieczorem postanowił jednak zawitać na małym, kameralnym przyjęciu. Spóźnił, gdyż jak mówił były korki, a on nienawidził teleportacji. Kiedy dotarł do domu państwa Lingbetch, miłych mugoli zapukał grzecznie w drzwi. Nikt mu nie otworzył. Kilka krotnie powtórzył czynność, lecz nic się nie zdarzyło. Nie zrażony wtargną sam do środka. Zdawało mu się, że nikogo nie zastał. W pokoju ciemno, nie słychać żadnych dźwięków. Pomyślał to co każdy rozważny czarodziej, żyjących w tych spokojnych czasach by pomyślał: „Pomyliłem daty”. Jednak pan Gootnem użył zaklęcia Lumus. To co zobaczył wstrząsnęło nim całkowicie. Ujrzał bowiem Pana Lingbetch’a i jego czterech znajomych posiekanych na kawałki. Każda część ciała był gdzie indziej. „To mną całkowicie wstrząsnęło” mówił. Części ciała układały się w trzy litery: „CPN”. Jednak co to oznacza? Czy żyjemy w spokojnych czasach?
Pisał: Alex Link
-O matko! – zawołałem gdy skończyłem czytać. To było… Straszne!
-To, to, to… Był… - szlochała Ava.
-Cicho skarbie. Uspokój się, i powiesz nam kto to był, dobrze? – zapytał z troską Oliwer. Ruda jedynie skinęła głową nie zdobywając się na więcej. Gdy po około 10 minutach oczekiwania, i uspokajania Avy wreszcie przestała płakać.

-To był mój wujek. Brat mamy… Miał żonę, 4 lata starali się o dziecko. Dopiero 9 miesięcy temu im się udało, co graniczyło z cudem! Dziecko w drodze… Termin wyznaczony, na za tydzień. Długo z nami mieszkał. Miesiąc przed dostaniem listu do Hogwartu wyprowadził się. Tak się cieszył z tego dziecka! Zrobił dwa pokoje, dla dziewczynki i dla chłopca. Miał nazwać je albo Emily, albo Dylan. – skończyła opowiadać i znowu zaniosła się szlochem. Oliwer szeptał jej słowa pocieszenia do ucha, i uspokajał ją. Ja nie mogąc wytrzymać atmosfery przy stole, której tak naprawdę nie było, wyszedłem stanowczym krokiem z Sali. Moje kroki skierowały się do mojego pokoju. Nawet nie pamiętam pytania, nic. Byłem tak zamyślony i tak automatycznie działałem, że wyrwałem się z tego w moim pokoju. Uświadomiłem sobie po co tu przyszedłem. Przebrać się. Machnąłem różdżką i makijaż się zmył. Ubrałem tram dżinsy i koszulę w kratę. Moje stopy ozdobiłem trampkami. Szybkim krokiem wyszedłem z mojego pokoju i skierowałem się w stronę pokoju Oliwera. Zabrałem mu dżinsy, skaty oraz koszulę. Wiedziałem, że dziś musimy się ubrać ładniej. To wiele znaczy dla Rudej… Szkoda mi jej. Pogrążony w myślach podążałem ku WS.

5 komentarzy:

  1. Super super rozdział! :*
    Weny kochana! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana Kopeczko,

    Przepraszam, że dopiero teraz, ale ten weekend miałam zawalony szkołą. Rozdział fajny. Nie spodziewałam się, że chłopcy będą mieć takie same pokoje. Jak opisałaś nowy image Rafała skojarzyło mi się to z ogromnym różowym ptaszydłem. Szkoda, że ten wesoły rozdział zakończył się w taki sposób. Oby Ava szybko doszła do siebie.
    Co do tajemniczego CPN to jakoś mi się to skojarzyło z Czarny Pan Nadchodzi, ale pewnie się mylę.

    Życze weny
    Pozdrawiam
    Em

    PS. U mnie nowa notka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. EM, masz dar. Po jutrze rozdział to zdradzę ;) Ludzie będą tak myśleć do jakiejś końcówki bloga. Jednak nie będą w 100% pewni. Ludzie którzy mnie znają wiedzą, że postępuję nie szablonowo. Więc jak się somyślasz nie będzie to takie oczywiste. Nie martw się, ja też nie mam czasu na nic i ledwo go napisałam. Dziękuje za kom.
      Pozdrwiam
      Lily, Kopeczka.

      Usuń
  3. Chłopacy musieli wyglądać przekomicznie w kobiecych strojach, skoro został im odpuszczony szlaban. Zaciekawiłaś mnie tym atakiem - nie wygląda na działalność Voldemorta (w końcu on raczej nie bawił się w krojenie mugoli), ale nie będę zgadywać, poczekam aż wyjaśnisz tę zagadkę :)
    http://nocturne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana Kopeczko,

    U mnie na www.ruda-i-huncwoci.blog.pl pojawiły się nowe notki.

    Pozdrawiam i zapraszam
    Em

    OdpowiedzUsuń