P S 1 629 słów! <3
---------
Dave.
Szedłem samotnie po błoniach. Wiatr targał mi włosy, a ja rozmyślałem. O co z tym
chodzi? Czemu akurat Ci mugole? Co oznacza: CPN? Olśniło mnie!
-HAGRID! – zawołałem głośno i pędem ruszyłem w stronę
chatki. Powiększyła się, ponieważ Norm tu zamieszkał. Pewnie dodany został
jeszcze jeden pokój. Zatrzymałem się na chwilę. Bieg to nie moja działka.
Zmęczony dotarłem pod dom gajowych. Zapukałem grzecznie. Otworzył mi wielki pół
olbrzym-pół człowiek.
-Dave! Och, chłopcze
wchodź. – rzekł wesoło. Ja wgramoliłem się powoli do izby. Usiadłem
grzecznie i czekałem aż przygotuje herbatę. Kiedy to uczynił postawił mi przed
nosem wielki kubek herbaty.
-Hagrid wiesz coś na temat CPN? – zapytałem.
-T-t-t-tak. Ale ode mnie tego nie wiesz. Ludzie z
Ministerstwa gadają, że to oznacza „Czarny Pan Natchodzi”. Ja w to wierzę. Nikt
nie znalazł zwłok Voldemorta. To było… Cholibka. Wyglądało, jak by się teraz
zastanowić, sztucznie. Nienaturalnie… Nadchodzą nieprzyjazne czasy. Czuję to.
Lecz, na pewno nie będzie tak źle jak ostatnio. Będzie gorzej. – powiedział jak
zahipnotyzowany. Wiedziałem, że trzeba działać. Ale jak?
-Dziękuje Hagridzie! Muszę lecieć, przykro mi… - pożegnałem
się i wyszedłem. Gdy odszedłem kawałek pobiegłem. Szybko jak nigdy wcześniej.
Nawet nie miałem zadyszki. Biegłem jak by od tego zależało moje życie. Zwołałem
zebranie. Każdy dom ma swojego przedstawiciela i pomocników. Ravenclaw ma
Oliwera. Cała nasza banda mu pomaga. Ślizgoni mają Albusa Pottera. Pomagają mu
tylko Marcus i Kuba oraz taki jeden Scorpius. Puchoni mają Longbotona. Nie znam
nowych pomocników. Gryffoni to rodzinka Potterów. Czyli przedstawiciel James.
Lily, mu pomaga razem z Rose i Hugo W. W tym roku przyłączyły się Grace i Dare.
Wszyscy byli zaskoczeni, gdy zwołałem zebranie przez- jak to my nazywamy
„monetę Granger” którą powieliła Rose. Kiedy dotarliśmy na miejsce spotkania ,
czyli pokój snów. Kiedy to nasi rodzice chodzili do szkoły, był to pokój
życzeń, jednak zmieniliśmy nazwę. W pomieszczeniu, jak zawsze Pięć wielkich
sof. Dwie koloru błękitu, i po jednej koloru czerwieni, zieleni i żółci.
Pierwsi wpełzli puchoni. Nic nie mówili tylko posłali mi pytające spojrzenia.
Kolejni dostali się tu ślizgoni. Tak samo postąpili jak wyżej wymienieni. Po 10
minutach oczekiwań pojawiły się dwa domy naraz, czyli Ravenclaw i Gryffindor.
Gdy wszyscy siedzieli wygonie postanowiłem rozpocząć przemowę.
-Wezwałem was tutaj, gdyż mamy poważną sprawę. Czarny Pan
Nadchodzi. – powiedziałem poważnie. Wszyscy zaniemówili.
-Ale… Jak? – zapytała zmartwiona Rachel.
- CPN – czytaj: Czarny Pan Nadchodzi. – powiedziała Ann.
Posłałem jej wdzięczne spojrzenie. Nie lubiłem przemawiać.
- Z kąt mamy pewność? – zapytał niepewnie Albus.
-Nie mamy. To tylko niepotwierdzone informacje. Jednak… Nie
możemy pozwolić sobie na powtórkę tamtych lat. – rzekłem stanowczo. Albus i
„rodzinka Pottera” posmutnieli najbardziej. Ich rodzice wybawili Hogwart,
jednak teraz… Może nadeszła ich rola, by tego dokonać?
-Wiem co chcesz zrobić. – rzekł pewny siebie James. – Chcesz
zrobić to co nasi rodzice. Chcesz… Zgrać nas, prawda?
-Nie JA CHCĘ. MY CHCEMY, mam rację. Pojedyńczo jesteśmy do
niczego. Razem, jednak możemy wszystko. – stwierdził poważnie Oliwer.
-Proponuję zgrać nas. Nie tylko nas, cały Hogwart. Może,
Podzielimy się na 14 grup? Po dwie na każdy rocznik. Na naszym jest osób. Można by wziąć po kilka osób z każdego
domu… - zaczęła Ava.
- Uczylibyśmy się współpracy! – zawołała Lily. I wtedy
posypała się lawina pomysłów. Ostatecznie podzieliliśmy się na 10 grup.
Rozpiszę to jak najdokładniej potrafię. W każdej po 8 osób. Lily, Rose i Albus
uczą eliksirów. Smith, Ava i Grace uczą zaklęć. OPCM uczy Oliwer, James i Kuba. Polega to na tym, że Lily, Smith i Oliwer
uczą 3 grupy. 1,2,3, czyli Cały trzeci rocznik i połowę czwartego. Drugą połowę
czwartego i całą piątą uczy Rose, Ava i James. Resztę uczy Albus, Thalia i
Kuba.
W piątek od 16-20 zajęcia ma równocześnie grupa 1, 4 i 7. W
sobotę od 12-15 zajęcia ma grupa 2,5 i 8. W niedziele 11-14 ma grupa 9. Grupa
3, 6 i 10 mają od 15-18. Zajęcia są odwołane w dni meczowe. Wybraliśmy do nauki
eliksirów Lily, Albusa i Rose, gdyż jako jedyni opanowali poziom siódmych klas.
Do zaklęć Ave, Smitha i Grace, gdyż jako jedni z niewielu potrafią wyczarować
pełnego patronusa, (Ava, pies Bernardyn, Dean jastrząb, Thalia niedźwiedź)
wiedzą jak zrobić by cały Hogwart był zalany wodą, i długo by wymieniać. A
wybór na OPCM, był prostu. Kuba, Oliwer i James mają to we krwi. James,
naturalnie odziedziczył talent po ojcu. Oliwer, rzecz jasna po matce która
walczyła w bitwie o Hogwart. Nikt poza naszą bandą nie wie jak się nazywała. A
była to Luna Lovegood. Kuba? Udaje mu
się wszystko za pierwszym razem. Takich mamy zdolnych uczniów. Od piątku
zaczynamy.
***
Ava.
Tydzień zleciał niewiarygodnie szybko. To już jutro będę
uczyć zaklęć. Aż mi niedobrze… No nic, jakoś to będzie. Mi przypadł drugi
zestaw, więc nie jest tragicznie. Właściwie… Mam najlepiej. Czemu? Pojętni
uczniowie z 4 i 5 roku. Wyżej ciągle się uczą, i jest ich więcej. Niżej, można
powiedzieć początkujący. Może i 5 klasa to sumy, ale czy dzięki temu nie
nauczymy się czasem więcej? Przygotowałam na jutro zaklęcie: „Drętwota” i
„Eksperialmus”. Później będziemy trenować Patronusa. Kupiłam 40 czekolad po
przecenie. „40 czekolad za 20% towaru”. No dobra! Było 50 ale zjadłam… 10 dni
przyjemności. Kiedy rozmarzona siedziałam na łóżku usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę. – powiedziałam ze zdziwieniem. Kto by o tej porze
do mnie przyszedł? Przecież jest 22! Drzwi otworzyły się, a nich stał…
-Kuba!! – krzyknęłam radośnie i zerwałam się z łóżka, by
przydusić przyjaciela moim uściskiem.
Ten z radosnym uśmiechem krzyczał: „Pomocy! Wariatka na wolności!
Ratunku!”
-Mordunku? – zapytałam zaczepnie i jeszcze bardziej do niego
przyległam. Ten już troszkę zbladł, więc ulitowałam się nad nim i puściłam go.
Ten dysząc ciężko łapczywie łapał powietrze.
-Może i jesteś mała, ale kurwa! Masz moc! – zawołał ze
zmęczeniem.
-Jak byś miał 5 starszych kuzynów z którymi spędzasz wakacje
i walczysz o przetrwanie, też byś miał taką moc. – odpowiedziałam z uśmiechem.
-To co pani profesor przygotowała na jutro? – zapytał z szczerym
zainteresowaniem siadając na moim łóżku.
-A tam, podstawę. Drętwota i Exsperialmus.
-A potrafisz to zrobić? – zapytał zaczepnie.
-Experialmus! – różdżka ślizgona wylądowała u mnie w ręku.
Ten zbity z tropu siedział z lekko
otwartą buzią, i patrzył na mnie.
-No, no no! Brawo pani profesor. – zagwizdał z uznaniem,
kiedy już się ockną. Przybliżył się do mnie. – Masz coś we włosach. –
powiedział delikatnie wyjmując paproch z moich włosów. Patrzył mi prosto w
oczy. Byliśmy blisko siebie. On był coraz bliżej. W końcu czułam jego oddech.
Przybliżył swoje usta. Dzieliły nas 3 centymetry. Dwa, w końcu jeden i…
-Co ty sobie wyobrażasz?! Jak możesz?! Co ty ? Yh!!!! –
zaczęłam się drzeć. W końcu wymierzyłam m siarczysty policzek.
-Ała! To bolało! – krzykną obrażony.
-Bo miało boleć ty debilu… Ja mam chłopaka!
-Ava… Myślałem, że tego chcesz tak samo jak ja… - mówiąc to
położył mi rękę na ramieniu.
-Nie dotykaj mnie! – odskoczyłam jak oparzona. – Ty lepiej
wyjdź i mi się nie pokazuj!
-Dominika…
-Dla ciebie Avalun, a teraz wyjdź. – orzekłam z chłodem
który nawet mnie zadziwił. On smętnie wykonał polecenie.
-Przepraszam. – rzekł odchodząc i szybko opuścił
pomieszczenie bojąc się kolejnego policzka.
~***~
Ciemna postać sunęła
ulicami Londynu. Zatrzymała się przy numerze 375. Machnęła różdżką, a drzwi
wypadły z zawiasów. Weszła do oświetlonego pomieszczenia. Był to przytulny
pokój w którym panowała rodzinna atmosfera. W fotelu siedział zszokowany
mężczyzna, około 40. Trzymał w ręku gazetę.
-Lindy! Uciekaj! –
wydarł się na całe gardło.
-Avada Kedavra! –krzyknęła
postać. „Lindi! Uciekaj!” były to ostatnie słowa mężczyzny w jego życiu.
Mordercze zaklęcie podziałało. Mężczyzna umarł, teraz leża bezwładnie na
podłodze.
-Proszę! Tylko nie
Lily i Louis! Tylko nie moje dzieci. – płakała kobieta w kącie. Postać
spojrzała na nią.
-Cenię sobie ostatnią
wolę moich ofiar. Twoje dzieci będą bezpieczne, a teraz. Avada Kedavra! –
krzyknęła postać. Kobieta w wieku ok. 30-35 lat z zadziwiającym spokojem na
twarzy leżała martwa. Postać w kapturze poszła na górę po schodach. Weszła do
pokoju z tabliczką: „Lily, nasza królewna”. Mała blondyneczka siedziała ze
spokojem na łóżku. Nie płakała.
-Niech pan zabije mnie
szybko. Może mnie pan zabić, jeżeli nie będzie bolało. – postać zdziwiła się.
Szczerze podziwiała dziewczynkę.
-Nie zabiję cię ani
twego brata. – rzekła spokojnie postać. – Nic ci nie zrobię. Ale pod jednym
warunkiem. Poczekasz tu grzecznie. – słowa skierowała do ok. 6-letniej
dziewczynki. To zadziwiające, że w tak młodym wiek cechowała ją odwaga. Odwaga
była tak wielka, że przewyższała połowę jego sług. Właściwie… Może i wszystkie
jego sługi. Wyszła z jej pokoju, a kroki skierowała do sąsiedniego pokoju.
Delikatnie pchnęła drzwi na których było napisane: „Louis, nasz mały mechanik”.
Na łóżku siedział nieco straszy chłopak. Włosy były jasne, a on sam wyglądał na
jakieś 9, może 10 lat.
-Nie zabijaj mojej
siostry! Zabij mnie a ją zostaw w spokoju! – krzykną.
-Jesteś niezwykle
odważny jak na swój wiek. Zgoda, nie zabiję twojej siostry, ani ciebie, ale pod
jednym warunkiem.
-Zrobię wszystko. –
rzekł pokornie chłopczyk.
-Siedzi tu. Nie ruszaj
się z tąd, dopóki nie przyjdę.
-Dobrze, zrobię co
każesz. – odpowiedział odważnie. Postać wyszła z pokoju, i zeszła na dół. Z
rękawa wyjęła nóż. Zaczęła siekać swoje ofiary. Kiedy już to uczyniła, nogi,
ręce, palce, głowy i inne części ciała ułożyła w napis: „CPN”. Gdy po
15-minutowej pracy skończyła, poszła na górę. Weszła z powrotem do pokoju „Małej
księżniczki”.
-„Ten pokój powinien
się nazywać pokojem małej wojowniczki” – pomyślała postać otwierając drzwi.
Dziewczynka siedziała tam gdzie wcześniej z tą samą miną. Kamienną miną.
-Chodź ze mną. –
rozkazała postać. Dziewczynka potulnie wykonała polecenie. Weszli do pokoju
Louisa. Chłopiec widząc dziewczynkę zerwał się z łóżka i przytulił siostrę.
-Dziękuje, że jej nie
zabiłeś. W podzięce będę na twe rozkazy panie. – rzekł chłopiec kłaniając się.
-Wiecie co dzieci
jestem z was dumny. Wasza odwaga i potencjał mnie szokują w pozytywnym tego
słowa znaczeniu. Jednak odwaga to nie wszystko. Potrzebny jest jeszcze trening.
Dotknijcie mnie. – przemówiła. Dzieci posłusznie wykonały polecenie. Rozległo
się „pyknięcie” a trzy osoby zniknęły.
-O Jezu! To był tylko
sen! – krzyknęłam przerażona. Jednak w tedy nie zdawałam sobie sprawy z powagi
sytuacji. Albowiem, to nie był tylko
sen.
Kochana,
OdpowiedzUsuńJednak miałam rację, co do CPN. Sądziłam, że to raczej niemożliwe, a jednak. Trzeci raz Voldemort? Jestem ciekawa jak? Przecież horkruksy zostały dawno zniszczone, a z nimi sam Czarny Pan.
Kuba przesadził z tym, że chciał pocałować Avę. Nie dziwię się, że Dominika tak zareagowała. Mimo to mam nadzieję, że nie będzie się długo wściekać na chłopaka, bo szkoda marnować takiej przyjaźni.
Końcowa scena mnie zaskoczyła. Jestem ciekawa kim są te dzieciaki? I jak mogły zaufać komuś, kto zabił ich rodziców?
Pozdrawiam
Em
PS. Dziękuję za dedykację.
OdpowiedzUsuńPS.2 Jaką wojnę? Ja nie prowadzę wojny z onetem. Ja tylko domagam się odpowiednich warunków do blogowania, bo po co mi funkcja komentarzy, która nawala? :) w każdym razie jestem w szoku, bo sprawę załatwili szybko (kiedyś musiałam prosic się o jedną rzecz przez 3 miesiące!)
Pozdrawiam