niedziela, 29 marca 2015

13. Leonitta i Oliwiemima - najseksowniejsze Ledy w Hogwarcie!

Wena, wena i jeszcze raz wena. Kolejny rozdział 1 kwietnia. Z racji tego, że nie jestem w nastroju, chciałam go sobie poprawić i wam, więc zapraszam. Mam nadzieję że Leonitta i Oliwiermima przypadły wam do gustu!

***

Sam.
-Wstawaj! -usłyszałam nad sobą głos mojej rudowłosej przyjaciółki. Otworzyłam ochoczo oczy i porwałam się z łóżka – Dobra, ja idę się ogarnąć – dodała i wyszła z mojego królestwa. Dzień był pogodny, z lekkim wiatrem. Wiedziałam to już o 4 rano. Podeszłam do szafy modląc się w duchu, aby mój mundurek był wyprany. Kiedy otworzyłam jej drzwi o mało nie zemdlałam. Wszystkie moje ubrania były w zielonej mazi. Zła jak osa wybiegłam z mojego pokoju. Po drodze wzięłam różdżkę i miotłę. W przedpokoju potkałam inne dziewczyny. Spojrzałyśmy po sobie i wymówiliśmy dwa słowa: „Say i Oliwer”. Jak oparzone pobiegłyśmy do  ich przedpokoju. Popatrzyłyśmy na siebie.
-Ja i Ann. Idziemy do dormitorium Oliwera. Sam i Jess, w zajmiecie się Leonem. – rozkazała Ava. W duchu byłam spokojna, Ava która kochała swoje ubrania miała dać nauczkę swojemu chłopakowi za zniszczenie ich. Jakoś, żal mi Oliwera. Wiem jedno, zemsta Avy będzie słodka jak miód. Wtargnęłyśmy na terytorium Say’a. Gdy zobaczył nasze wściekłe wyrazy twarzy spadł z łóżka.
-Dziewczynki, czyż nie piękny mamy poranek? – zapytał z szelmowskim uśmiechem.
-Poranek, nie. Za to południe będzie cudowne. – udała rozmarzenie Jass.
-O tak! Mamy już zaplanowaną ciekawą zabawę, może dołączysz? – spytałam z przesłodzonym uśmiechem.
-Nie, nie dzięki wiecie… - nasza ofiara zaczęła się wykręcać.
-Ależ nalegamy! – zawołała tonem nie noszącym sprzeciwu brunetka.
-A co to za zabawa? – spytał zrezygnowany.
-Wiesz, ciuszki i w ogóle. – odparłam rezolutnie. –No wsiadaj! – Leo, wiedzący co go czeka, nawet się nie opierał. Zbyt dobrze nas znał. Jak będzie grzeczny – my łagodne. No więc z miną zbitego psa wsiadł na mojego „Znicza 5000” i odlecieliśmy do mojego pokoju. Po chwili zjawiła się Jass.
-Coś trzeba zrobić z twoim makijażem! – zawołała radosnym tonem.
-I Ubiorem. Ładnie ci będzie w czarnych szpilkach, wiesz? Zdecydowanie, niebieski to twój kolor. Jass, masz tą szmaragdową, ciut za dużą sukienkę? – spytałam z szyderczym uśmiechem. Na te słowa, usta mojej przyjaciółki zmieniły kształt w szeroki uśmiech.
-Mam, zaraz przyniosę, a ty posiadasz te śliczne, srebrne szpilki, co ci Ann na święta kupiła? – spytała.
-Mówisz o tych o trzy rozmiary za dużych? Tak, mam. – odparłam rezolutnie. Tej całej rozmowie przypatrywał się Leo, który był skołowany. Kiedy to ja szukałam owych szpilek, Jass poszła po sukienkę. Gdy przyszła, wysłałyśmy Leona do łazienki, by się przebrał. On smętnie pokiwał głową i wykonał rozkaz. Kiedy to powrócił, wybuchłyśmy śmiechem. Jego owłosione nogi „pasowały idealnie” do szpilek. Sukienka troszkę odstawała, w miejscu gdzie powinien znajdować się biust.
-Świetnie, ale… - zaczęła moja przyjaciółka. Wiedziałam o co jej chodzi.
-Ten makijaż! Jest straszny! A nie… Sory, to twoja twarz. – stwierdziłam szyderczo.
-Ja też mam uczucia. – rzucił niby obrażony.
-Sam, cienie! – zawołała brunetka. Ciągle rzucała tekstami „Sam pędzelek”, udając, iż to bardzo ważna operacja. Ja podawałam jej to, co sobie zażyczyła z poważną miną. W duchu śmiałam się jak mała dziewczynka w wesołym miasteczku. Gdy nasze dzieło było gotowe i stało ze spuszczoną głową czekałyśmy na „coś”.
-No wiecie! Ten strój nie pasuje do mojej karnacji. – zaprotestował z tonem wielkiego znawcy Leo. To było te „coś” wyżej wspomniane, czyli wypowiedź wielmożnego Say’a.
-Ja tak nie uważam! Mi się podoba! – powiedziałam z poważną miną, jednak nie na długo. Po tej wypowiedzi moja kamienna twarz zmieniłaś się diametralnie w twarz roześmianej nastolatki. Turlałam się po podłodze waląc pięściami. Jess robił to samo co ja. Kiedy się uspokoiłam łapczywie wdychałam powietrze.
-To co, czekamy na Oliwiere, droga Leointo? – zapytała brunetka. Kolejna salwa śmiechu. Przestałyśmy dopiero po 20 minutach. Stałyśmy już normalnie do czasu gdy ujrzałyśmy coś co najprawdopodobniej było Oliwierrą.
Ann.
-Fint, Fint, Fint. Rok chodzimy ze sobą, a ty mnie nie znasz? – zapytała rudowłosa. Kierowała ją furia, była wściekła. Oliwer był na pozycji przegranej. Następnym razem pomyśli zanim zrobi jakiś numer…
-Kotku. To taki niewinny żarcik. – tłumaczył się.
-Ja ci dam kotku! Ja ci dam niewinny żarcik!
-Ava, a może by… Trochę go zmienić? – zaproponowała delikatnie.
-Masz na myśli, to, że? – zapytała troszkę zdziwiona.
-To , że ten strój kompletnie nie pasuje do jego figury! – powiedziałam jak by to było oczywiste. Ona zrozumiała o co mi chodzi.
-I ten kolor włosów! Nie pasuje do kształtu twarzy! I długość też nie! – powiedziała rezolutnie ,już nie wściekła – Ava.
-Według mnie mu pasują bardziej pastelowe kolory.
-Masz na myśli róż? Czyń honory Ann, to ty tu jesteś mistrzem transmutacji. – mówiąc to odsunęła się i dała mi wolne pole do popisu.
-Dziękuje. – rzekłam próbując być poważna. Machnęłam moim magicznym patykiem a włosy mego przyjaciela zmieniły się nie do poznania. Były rażąco różowe, długie oraz kręcone. Sięgały mu, aż do bioder.
-Znakomicie! To teraz może pójdę po jakieś ciuszki i kosmetyki. – zaproponowała rudowłosa i z szerokim uśmiechem na ustach, powstrzymując się od wybuchu. Wyglądał komicznie, a to dopiero początek. Ava jest bezlitosna, znając ją wpadnie na jakiś genialny pomysł. Po 5 minutach wróciła. – To mam te śliczne szpilki 10, te czarne. I ta nudna pomarańczowa sukienka do kolan na raiączka, wiesz o którą mi chodzi? Podrasowałam ją! Spójrz jak się błyszczy! Jest teraz cała różowa i w brokacie! A i jeszcze wybrałam dla naszego… Naszej przepraszam, panienki ładne kosmetyki! Szminka, ta krwisto-czerwona, i róż. Ten mój najciemniejszy odcień! I cienie, pasować jak ulał będzie ten brokatowy, niebieski. To co, do dzieła? – mówiła rezolutnie i tak szybko jak rakieta moja rudowłosa przyjaciółka. Ja na znak zgody pokiwałam twierdząco głową. – Masz! I się przebieraj. – rozkazała swojemu chłopakowi, wręczając mu sukienkę. Ten skierował swoje kroki do łazienki, jednak Ava machnęła różdżką i ją zamknęła.
-Chcę się przebrać! – powiedział donośnie, zirytowany Fint.
-A ja chcę jednorodżca! Nie można mieć wszystkiego więc teraz grzecznie zdejmiesz spodnie, wiem że nosisz bokserki więc widoków nie będzie. Grzecznie zdejmiesz koszulkę i założysz tą śliczną sukienkę. – powiedziała tonem nie noszącym sprzeciwu. Teraz już wiem jak Mcgonagal mówiła za młodych lat. Ava ma potencjał na jej sobowtóra. 
-Ale… - Oliwer nie dokończył, swoją drogą ma odwagę.
-Żadnych ale! Bo zaraz ja ci zdejmę te spodnie razem z bokserkami! – zawołała oburzona. Na te słowa Fint zaczerwienił się i posłusznie zdjął spodnie i koszulkę. Grzecznie, bez żadnych „ale” założył sukienkę. Gdy już był ubrany zauważyłam, że miał nie ogolone nogi jak każdy facet. W mojej głowie narodził się iście szatański plan. Machnęłam różdżką. Owłosienie, które było na nogach naszej „zabawki” zmieniło kolor. Teraz było rażąco żółte. Komicznie to wyglądało! Facet w długich, kręconych, RÓŻOWYCH włosach był ubrany w różową, błyszczącą sukienkę, a nade wszystko jego włosy na nogach były rażąco żółte, niczym żarówka. Nie wytrzymałam, i wybuchłam. Śmiałam się, kopałam, turlałam.  Ava, także dostała: „Ataku hieny”. Trwało to jakieś dobre 10 minut. Kiedy już się opanowałyśmy, zabrałyśmy się za makijaż. Gdy skończyłyśmy, ledwo zachowałyśmy powagę. Wyglądał komicznie!
-Ładnie wyglądasz, lecz trzeba ci wymyśleć imię. – powiedziałam najpoważniej jak potrafiłam.
-Może… Olivia? – zaproponowała Ava.
-Nie! To musi być imię niezwykłe jak ona! – zaprotestowałam.
-To… Może Francesca?!
-Też nie… Albo… Wiem! – krzyknęłam radośnie.
-Jak?! – dopytywała się podekscytowana Avalun.
-Jak to jak? Jak on ma na imię? Mówię, o tym jak miał przed transformacjom.
-Oliwer, ale nie rozumiem do czego zmierzasz… - zastanawiała się zdziwiona.
-A teraz zamień Oliwer na żeńskie! – zawołałam z satysfakcją.
-Oliwierka? Oliwerrmima? Oliwerlika? Oliwierra? – zadawała propozycje podniecona rudowłosa.
-Oliwiermima! – krzyknęłam. – To jedna z najlepszych opcji!
-Zgadzam się! To teraz Oliwiermimma poczeka tu grzecznie aż jej koleżanki się przebiorą.
Sammy
-Hahahahhahahaahahahhaha spójrzcie tylko na tą dwójkę! Oto nowe najseksowniejsze Lady (czy. Lejdi  ang. panie w sensie kobiety. )  w Hogwarcie! – darł się Dave z szelmowskim uśmiechem na ustach. Ja również krzyczałem wraz z Rafałem różne głupoty. Oni tylko patrzyli na nas z mordem w oczach, i nic nie mogli zrobić gdyż towarzyszyły nam dziewczyny które ich tak zmieniły.
-Dziewczynki, tylko grzecznie. Pamiętajcie, nie skaczcie nikomu do łóżka bez prezerwatywy, bo nie chcę, żebyście wróciły w liczniejszym gronie do dormitorium. – pouczał ich Rafał przed wejściem do WS, z udawaną troską w głosie. Oni tylko spojrzeli na niego, znów z „mordem w oczach” i weszli. Kiedy pojawili się, ktoś ze stołu ślizgonów krzykną: „zabijcie to zanim złoży jaja!”. Osobiście, polubiłem ślizgonów, bo zmienili się. Jednak,  ślizgoni to ślizgoni nie wymagajmy od nich za wiele. I tak zrobili ogromne postępy od czasy „Bitwy o Hogwart”. Zrobili się milsi i w ogóle. Nie można od nich wymagać czegoś więcej. Usiedliśmy tam gdzie zawsze czyli na końcu stołu.
-Jess, mogłabyś podać mi sok? – zapytałem uprzejmie.
-Sok? – zapytała zbita z tropu. Widać nie spała duługo.
-Tak, sok.
-A! Ten sok! – zawołała z uciechą gdyż znów powróciła do żywych. Reszta ryknęła śmiechem, lecz ja się powstrzymałem. Każdy mógł być zaspany. Ona zmieszana, podała mi napój, na co ja rzuciłem „dziękuje”. Kiedy już zjadłem śniadanie które składało się z jajecznicy, która swoją drogą była pyszna Jess pokazała mi ręką abym z nią poszedł. Ja posłusznie uczyniłem to, co sobie życzyła. Kiedy opuściliśmy Wielką Salę, Jess skierowała swoje kroki do opuszczonej Sali.
-Dziękuje. – rzekła z lekką niepewnością w głosie.
-A, za co mi dziękujesz? – zapytałem zbity z tropu.
-Za to pry stole. Po prostu, ostatnio mam ciężkie chwile. Wiesz, nie jestem zbyt mocna psychicznie, i boję się o te ataki. Dlatego, bywam nieobecna. – zwierzyła mi się. Co ja mam teraz robić? Przytulić, pocieszyć, pocałować? Kuźwa…
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. – mówiąc to o objąłem ją ramieniem.
-Dziękuje, jeszcze raz za to co dla mnie robisz. – wtuliła się we mnie. Może to jest ten moment by zaprosić ja na randkę? Ale ze mnie debil! Ona cierpi, a ja tu ja na randki będę pchać!
-Może, jutro przejdziemy się na spacer? – zapytałem. W końcu spacer to nie randka.
-A czemu nie dzisiaj? – zapytała. Było widać, że jej nastrój się polepszył. A może, ona coś do mnie czuje?
-No, chciałbym. Ale zajęci i w ogóle… - spojrzałem na nią z przerażeniem.

-ZAJĘCIA! – krzyknęliśmy i ruszyliśmy sprintem w dwóch różnych kierunkach. Ona na eliksiry, a ja na mugoloznastwo.  

2 komentarze:

  1. Dziwi mnie to, że chłopaki tak łatwo dali się przebrać. Ja na ich miejscu za nic nie dałabym sobie wcisnąc sukienki, szpilek czy makijażu! Uważam, że chłopcy za bardzo dali się stłamsić dziewczynom. Co prawda zasłużyli na karę, ale czy na taką?

    Pozdrawiam
    Em

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy twoje opowieści są o danej osobie ? Myślę , że tak . Proszę odpowiedz mi

    OdpowiedzUsuń