Wena, wena i jeszcze raz wena. Kolejny rozdział 1 kwietnia. Z racji tego, że nie jestem w nastroju, chciałam go sobie poprawić i wam, więc zapraszam. Mam nadzieję że Leonitta i Oliwiermima przypadły wam do gustu!
***
Sam.
-Wstawaj! -usłyszałam nad sobą głos mojej rudowłosej
przyjaciółki. Otworzyłam ochoczo oczy i porwałam się z łóżka – Dobra, ja idę
się ogarnąć – dodała i wyszła z mojego królestwa. Dzień był pogodny, z lekkim
wiatrem. Wiedziałam to już o 4 rano. Podeszłam do szafy modląc się w duchu, aby
mój mundurek był wyprany. Kiedy otworzyłam jej drzwi o mało nie zemdlałam.
Wszystkie moje ubrania były w zielonej mazi. Zła jak osa wybiegłam z mojego
pokoju. Po drodze wzięłam różdżkę i miotłę. W przedpokoju potkałam inne
dziewczyny. Spojrzałyśmy po sobie i wymówiliśmy dwa słowa: „Say i Oliwer”. Jak
oparzone pobiegłyśmy do ich przedpokoju.
Popatrzyłyśmy na siebie.
-Ja i Ann. Idziemy do dormitorium Oliwera. Sam i Jess, w
zajmiecie się Leonem. – rozkazała Ava. W duchu byłam spokojna, Ava która
kochała swoje ubrania miała dać nauczkę swojemu chłopakowi za zniszczenie ich.
Jakoś, żal mi Oliwera. Wiem jedno, zemsta Avy będzie słodka jak miód.
Wtargnęłyśmy na terytorium Say’a. Gdy zobaczył nasze wściekłe wyrazy twarzy spadł
z łóżka.
-Dziewczynki, czyż nie piękny mamy poranek? – zapytał z
szelmowskim uśmiechem.
-Poranek, nie. Za to południe będzie cudowne. – udała
rozmarzenie Jass.
-O tak! Mamy już zaplanowaną ciekawą zabawę, może dołączysz?
– spytałam z przesłodzonym uśmiechem.
-Nie, nie dzięki wiecie… - nasza ofiara zaczęła się
wykręcać.
-Ależ nalegamy! – zawołała tonem nie noszącym sprzeciwu
brunetka.
-A co to za zabawa? – spytał zrezygnowany.
-Wiesz, ciuszki i w ogóle. – odparłam rezolutnie. –No
wsiadaj! – Leo, wiedzący co go czeka, nawet się nie opierał. Zbyt dobrze nas
znał. Jak będzie grzeczny – my łagodne. No więc z miną zbitego psa wsiadł na
mojego „Znicza 5000” i odlecieliśmy do mojego pokoju. Po chwili zjawiła się
Jass.
-Coś trzeba zrobić z twoim makijażem! – zawołała radosnym
tonem.
-I Ubiorem. Ładnie ci będzie w czarnych szpilkach, wiesz?
Zdecydowanie, niebieski to twój kolor. Jass, masz tą szmaragdową, ciut za dużą
sukienkę? – spytałam z szyderczym uśmiechem. Na te słowa, usta mojej
przyjaciółki zmieniły kształt w szeroki uśmiech.
-Mam, zaraz przyniosę, a ty posiadasz te śliczne, srebrne
szpilki, co ci Ann na święta kupiła? – spytała.
-Mówisz o tych o trzy rozmiary za dużych? Tak, mam. –
odparłam rezolutnie. Tej całej rozmowie przypatrywał się Leo, który był
skołowany. Kiedy to ja szukałam owych szpilek, Jass poszła po sukienkę. Gdy
przyszła, wysłałyśmy Leona do łazienki, by się przebrał. On smętnie pokiwał
głową i wykonał rozkaz. Kiedy to powrócił, wybuchłyśmy śmiechem. Jego owłosione
nogi „pasowały idealnie” do szpilek. Sukienka troszkę odstawała, w miejscu
gdzie powinien znajdować się biust.
-Świetnie, ale… - zaczęła moja przyjaciółka. Wiedziałam o co
jej chodzi.
-Ten makijaż! Jest straszny! A nie… Sory, to twoja twarz. –
stwierdziłam szyderczo.
-Ja też mam uczucia. – rzucił niby obrażony.
-Sam, cienie! – zawołała brunetka. Ciągle rzucała tekstami
„Sam pędzelek”, udając, iż to bardzo ważna operacja. Ja podawałam jej to, co
sobie zażyczyła z poważną miną. W duchu śmiałam się jak mała dziewczynka w
wesołym miasteczku. Gdy nasze dzieło było gotowe i stało ze spuszczoną głową
czekałyśmy na „coś”.
-No wiecie! Ten strój nie pasuje do mojej karnacji. –
zaprotestował z tonem wielkiego znawcy Leo. To było te „coś” wyżej wspomniane,
czyli wypowiedź wielmożnego Say’a.
-Ja tak nie uważam! Mi się podoba! – powiedziałam z poważną
miną, jednak nie na długo. Po tej wypowiedzi moja kamienna twarz zmieniłaś się
diametralnie w twarz roześmianej nastolatki. Turlałam się po podłodze waląc
pięściami. Jess robił to samo co ja. Kiedy się uspokoiłam łapczywie wdychałam
powietrze.
-To co, czekamy na Oliwiere, droga Leointo? – zapytała
brunetka. Kolejna salwa śmiechu. Przestałyśmy dopiero po 20 minutach. Stałyśmy
już normalnie do czasu gdy ujrzałyśmy coś co najprawdopodobniej było Oliwierrą.
Ann.
-Fint, Fint, Fint. Rok chodzimy ze sobą, a ty mnie nie
znasz? – zapytała rudowłosa. Kierowała ją furia, była wściekła. Oliwer był na
pozycji przegranej. Następnym razem pomyśli zanim zrobi jakiś numer…
-Kotku. To taki niewinny żarcik. – tłumaczył się.
-Ja ci dam kotku! Ja ci dam niewinny żarcik!
-Ava, a może by… Trochę go zmienić? – zaproponowała
delikatnie.
-Masz na myśli, to, że? – zapytała troszkę zdziwiona.
-To , że ten strój kompletnie nie pasuje do jego figury! –
powiedziałam jak by to było oczywiste. Ona zrozumiała o co mi chodzi.
-I ten kolor włosów! Nie pasuje do kształtu twarzy! I
długość też nie! – powiedziała rezolutnie ,już nie wściekła – Ava.
-Według mnie mu pasują bardziej pastelowe kolory.
-Masz na myśli róż? Czyń honory Ann, to ty tu jesteś
mistrzem transmutacji. – mówiąc to odsunęła się i dała mi wolne pole do popisu.
-Dziękuje. – rzekłam próbując być poważna. Machnęłam moim
magicznym patykiem a włosy mego przyjaciela zmieniły się nie do poznania. Były
rażąco różowe, długie oraz kręcone. Sięgały mu, aż do bioder.
-Znakomicie! To teraz może pójdę po jakieś ciuszki i
kosmetyki. – zaproponowała rudowłosa i z szerokim uśmiechem na ustach,
powstrzymując się od wybuchu. Wyglądał komicznie, a to dopiero początek. Ava
jest bezlitosna, znając ją wpadnie na jakiś genialny pomysł. Po 5 minutach
wróciła. – To mam te śliczne szpilki 10, te czarne. I ta nudna pomarańczowa
sukienka do kolan na raiączka, wiesz o którą mi chodzi? Podrasowałam ją! Spójrz
jak się błyszczy! Jest teraz cała różowa i w brokacie! A i jeszcze wybrałam dla
naszego… Naszej przepraszam, panienki ładne kosmetyki! Szminka, ta
krwisto-czerwona, i róż. Ten mój najciemniejszy odcień! I cienie, pasować jak
ulał będzie ten brokatowy, niebieski. To co, do dzieła? – mówiła rezolutnie i
tak szybko jak rakieta moja rudowłosa przyjaciółka. Ja na znak zgody pokiwałam
twierdząco głową. – Masz! I się przebieraj. – rozkazała swojemu chłopakowi,
wręczając mu sukienkę. Ten skierował swoje kroki do łazienki, jednak Ava
machnęła różdżką i ją zamknęła.
-Chcę się przebrać! – powiedział donośnie, zirytowany Fint.
-A ja chcę jednorodżca! Nie można mieć wszystkiego więc
teraz grzecznie zdejmiesz spodnie, wiem że nosisz bokserki więc widoków nie
będzie. Grzecznie zdejmiesz koszulkę i założysz tą śliczną sukienkę. –
powiedziała tonem nie noszącym sprzeciwu. Teraz już wiem jak Mcgonagal mówiła
za młodych lat. Ava ma potencjał na jej sobowtóra.
-Ale… - Oliwer nie dokończył, swoją drogą ma odwagę.
-Żadnych ale! Bo zaraz ja ci zdejmę te spodnie razem z bokserkami!
– zawołała oburzona. Na te słowa Fint zaczerwienił się i posłusznie zdjął
spodnie i koszulkę. Grzecznie, bez żadnych „ale” założył sukienkę. Gdy już był
ubrany zauważyłam, że miał nie ogolone nogi jak każdy facet. W mojej głowie
narodził się iście szatański plan. Machnęłam różdżką. Owłosienie, które było na
nogach naszej „zabawki” zmieniło kolor. Teraz było rażąco żółte. Komicznie to
wyglądało! Facet w długich, kręconych, RÓŻOWYCH włosach był ubrany w różową,
błyszczącą sukienkę, a nade wszystko jego włosy na nogach były rażąco żółte,
niczym żarówka. Nie wytrzymałam, i wybuchłam. Śmiałam się, kopałam,
turlałam. Ava, także dostała: „Ataku
hieny”. Trwało to jakieś dobre 10 minut. Kiedy już się opanowałyśmy, zabrałyśmy
się za makijaż. Gdy skończyłyśmy, ledwo zachowałyśmy powagę. Wyglądał
komicznie!
-Ładnie wyglądasz, lecz trzeba ci wymyśleć imię. –
powiedziałam najpoważniej jak potrafiłam.
-Może… Olivia? – zaproponowała Ava.
-Nie! To musi być imię niezwykłe jak ona! – zaprotestowałam.
-To… Może Francesca?!
-Też nie… Albo… Wiem! – krzyknęłam radośnie.
-Jak?! – dopytywała się podekscytowana Avalun.
-Jak to jak? Jak on ma na imię? Mówię, o tym jak miał przed
transformacjom.
-Oliwer, ale nie rozumiem do czego zmierzasz… - zastanawiała
się zdziwiona.
-A teraz zamień Oliwer na żeńskie! – zawołałam z satysfakcją.
-Oliwierka? Oliwerrmima? Oliwerlika? Oliwierra? – zadawała
propozycje podniecona rudowłosa.
-Oliwiermima! – krzyknęłam. – To jedna z najlepszych opcji!
-Zgadzam się! To teraz
Oliwiermimma poczeka tu grzecznie aż jej koleżanki się przebiorą.
Sammy
-Hahahahhahahaahahahhaha spójrzcie tylko na tą dwójkę! Oto
nowe najseksowniejsze Lady (czy. Lejdi ang. panie w sensie kobiety. ) w Hogwarcie! – darł się Dave z szelmowskim uśmiechem
na ustach. Ja również krzyczałem wraz z Rafałem różne głupoty. Oni tylko
patrzyli na nas z mordem w oczach, i nic nie mogli zrobić gdyż towarzyszyły nam
dziewczyny które ich tak zmieniły.
-Dziewczynki, tylko grzecznie. Pamiętajcie, nie skaczcie
nikomu do łóżka bez prezerwatywy, bo nie chcę, żebyście wróciły w liczniejszym
gronie do dormitorium. – pouczał ich Rafał przed wejściem do WS, z udawaną
troską w głosie. Oni tylko spojrzeli na niego, znów z „mordem w oczach” i
weszli. Kiedy pojawili się, ktoś ze stołu ślizgonów krzykną: „zabijcie to zanim
złoży jaja!”. Osobiście, polubiłem ślizgonów, bo zmienili się. Jednak, ślizgoni to ślizgoni nie wymagajmy od nich za
wiele. I tak zrobili ogromne postępy od czasy „Bitwy o Hogwart”. Zrobili się
milsi i w ogóle. Nie można od nich wymagać czegoś więcej. Usiedliśmy tam gdzie
zawsze czyli na końcu stołu.
-Jess, mogłabyś podać mi sok? – zapytałem uprzejmie.
-Sok? – zapytała zbita z tropu. Widać nie spała duługo.
-Tak, sok.
-A! Ten sok! – zawołała z uciechą gdyż znów powróciła do
żywych. Reszta ryknęła śmiechem, lecz ja się powstrzymałem. Każdy mógł być
zaspany. Ona zmieszana, podała mi napój, na co ja rzuciłem „dziękuje”. Kiedy
już zjadłem śniadanie które składało się z jajecznicy, która swoją drogą była
pyszna Jess pokazała mi ręką abym z nią poszedł. Ja posłusznie uczyniłem to, co
sobie życzyła. Kiedy opuściliśmy Wielką Salę, Jess skierowała swoje kroki do
opuszczonej Sali.
-Dziękuje. – rzekła z lekką niepewnością w głosie.
-A, za co mi dziękujesz? – zapytałem zbity z tropu.
-Za to pry stole. Po prostu, ostatnio mam ciężkie chwile.
Wiesz, nie jestem zbyt mocna psychicznie, i boję się o te ataki. Dlatego, bywam
nieobecna. – zwierzyła mi się. Co ja mam teraz robić? Przytulić, pocieszyć, pocałować?
Kuźwa…
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. – mówiąc to o objąłem
ją ramieniem.
-Dziękuje, jeszcze raz za to co dla mnie robisz. – wtuliła się
we mnie. Może to jest ten moment by zaprosić ja na randkę? Ale ze mnie debil!
Ona cierpi, a ja tu ja na randki będę pchać!
-Może, jutro przejdziemy się na spacer? – zapytałem. W końcu
spacer to nie randka.
-A czemu nie dzisiaj? – zapytała. Było widać, że jej nastrój
się polepszył. A może, ona coś do mnie czuje?
-No, chciałbym. Ale zajęci i w ogóle… - spojrzałem na nią z
przerażeniem.
-ZAJĘCIA! – krzyknęliśmy i ruszyliśmy sprintem w dwóch różnych
kierunkach. Ona na eliksiry, a ja na mugoloznastwo.
Dziwi mnie to, że chłopaki tak łatwo dali się przebrać. Ja na ich miejscu za nic nie dałabym sobie wcisnąc sukienki, szpilek czy makijażu! Uważam, że chłopcy za bardzo dali się stłamsić dziewczynom. Co prawda zasłużyli na karę, ale czy na taką?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Em
Czy twoje opowieści są o danej osobie ? Myślę , że tak . Proszę odpowiedz mi
OdpowiedzUsuń