piątek, 13 lutego 2015

8. Fochy, paznokcie i zakłady. Czyli zwyczajna podróż do Hogwartu.

On jest taki słodki, pomyślałam jak w transie. Spoglądałam ukradkiem na Samy’ego. Który rozmawiał żwawo na jakiś temat z Davem. Kiedy na niego patrzyłam, czułam motyle. Jak, z nim rozmawiałam traciłam język w gębie. To nie mogła być miłość. Nie, nie mogła. Ja nie jestem zakochana. Co najwyżej zauroczona.  Musiałam wziąć się w garść. W końcu, nie mogę pokazywać słabości. W końcu… Nie mogę pozwolić sobie na słabość! Kto ja jestem? Księżniczka? Nie. Nie mogę. Ale te jego oczy… One są takie…
-Ziemia do Jess! – zawołała moja  ruda przyjaciółka machając swoją dłonią przed moją twarzą.
- Kto ci zrobił takie paznokcie?! – zapytałam widząc stan ręki mojej przyjaciółki. Paznokcie równiuteńko obcięte, i perfekcyjnie pomalowane na biało czarno.
- Moja siostra – zawołała z podejrzanym uśmiechem na twarzy. Zdziwiło mnie to strasznie, ponieważ prędzej Dave zaprosił by na randkę swojego ojca, niż Paulina ( siostra Dominiki. Przyp. Autorka. ) pomalowała komuś paznokcie. I to jeszcze tak pomalować! Spojrzałam znacząco na Ave.
-Żartowałam! Przecież ją znacie… Mojej mamie się nudziło – wyjaśniła z szerokim uśmiechem, ukazując białe, przednie zęby.  Rozmawialiśmy, żartowaliśmy, graliśmy w karty mugolskie. Ava nauczyła nas grać w te karty. Raz ją ograłam! Tia… Dobrze, iż nie było fałszoskopa. Ujrzałam, że  drzwi przedziału otwierają się. Wszedł tam, jakiś chłopak. Niski brunet o piwnych oczach. Drobny i wysoki. Miał przesłodki uśmiech. Chyba z drugiego roku.
-Hej King – powitała chłopaka Ann.
- Hej Chase. Macie się ubierać, za chwilę Hogwart. –powiadomił nas, owy chłopak, i wyszedł.
- Znasz tego chłopca? – spytał Oliwer swoim wesołym tonem.
- A, Nick. To mój kuzyn – odparła dziarsko.
- Ja go nie lubię. – rzekł Rafał z przerażającym chłodem.
- Raf! Przestań! On, miał roczek! Nie chciał ci popsuć kolejki! – tłumaczyła go z wielkim oburzeniem blondynka. Wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. Wszyscy, oprócz Rafała oczywiście śmiali się ze mną.
-Do… Do… Dobra!  Musimy się prze… przebrać –  powiedziałam. Raczej usiłowałam powiedzieć, dlatego, iż śmiech nie dawał mi spokoju. Wyszłam z dziewczynami do łazienki nadal chichocząc jak wariatki.

-Dobra, silver. To jaki ten plan? – zapytałem mojego przyjaciela.
-. Goldziu Nie przejmuj się! Już załatwione – odpowiedział mi mój przyjaciel z tym swoim uśmiechem. Nie jedna laska by poleciała na taki uśmiech, lecz nie. On, nie lubił tych spraw. Leo, po mimo największego uroku osobistego jako jedyny nie ma, lub nie ma zamiaru mieć dziewczyny. On  myśli tylko i wyłącznie o kawałach, imprezach i śmiechu. Kiedyś, dawno, dawno temu podobała mu się Ava. Jeszcze na pierwszym roku. Niestety ( zależy dla kogo. Jestem w końcu jej chłopakiem! ) te zauroczenie nie trwało dłużej niż kilka dni. Migdalił się do niej tylko tydzień.  Ja, polubiłem ją odkąd powiedziała mi zwykłe „cześć” Stopień przyjacielski dostała tego dnia w którym po raz pierwszy wtargnęła do naszego dormitorium nie proszona. Uwierzcie, że nasz dormitorium od tego czasu to jej drugi dom.
-Redziu, co jest? – spytał Dave, Samego.
-Grenie… Jess jest. A raczej jej nie ma – wytłumaczył siedmioma słowami nasz przyjaciel.
- Wpadłeś jak śliwka w kompot – stwierdził Silver.
-Podnosisz jak duchu jak mało kto – warkną lekko urażony tymi słowami Samy.
-Oj, miłość! Jakie to cudowne! – zawołał przesłodzonym tonem Rafał. Następnie udał, że wymiotuje.
- Ja się nie zgadzam! A kto zrobi ci rosołku jak będziesz chory? Kto polepszy ci humor zwykłym „hej” kiedy to będziesz w stanie depresji? No, kto powiedz mi zmieni twoje życie na lepsze? – podawałem raczej argumenty, niż pytałem naszego Yellowa. (Błąd, efekt zamierzony. Przezwiska od kolorów. W następnych rozdziałach będzie wyjaśnione. J )
-Chyba masz racje Goldzie – potwierdził moje słowa Leo.
-Czyżby samotny strzelec ustrzelił w końcu jakąś panienkę? – zapytał nie wierząc nasz drogi Red.
-A, żebyś wiedział – mówiąc to wyszczerzył zęby. Ja już wiedziałem.
-Daję dwa galeony za to, że to ktoś z rodziny. – szepnąłem do ucha Grena.
-Daję dwa za to że to nie prawda. – odpowiedział.
-No to kto jest tym słodkim aniołkiem? – spytałem w końcu. Jak ja kocham zakłady. Bogacę się na nich, jak mało kto.
-Moja siostrzyczka – rzekł, nadal pozostając samotnym strzelcem. Inni prócz mnie spojrzeli na niego jak na debila. – No co? Nie ma dwóch przednich zębów. Zawsze płacze ze śmiechu kiedy mnie wita. Rosół ugotować potrafi, i w ogóle jest pocieszna. Spełnia wszystkie warunki. Nie prawdaż?
-Wiedziałem! – zawołałem wesoło. – Dwa galeony proszę.
Chłopaki? Wiecie, że pociąg się zatrzymał a my jeszcze w mugolskich ciuchach? – zapytał niepewnie Sammy. Spojrzeliśmy żwawo po sobie, a w naszych oczach malowało się przerażenie. Glowes, nas zabije, pomyślałem gorączkowo wkładając spodnie od mundurku szkolnego. Leo, przez przypadek zakładał sweter na nogi i przeklinał pod nosem. Wszyscy się ubierali. No prawie wszyscy. Tylko jeden blondyn był odziany w swoje szaty.
-Jesteście debilami… - mrukną zażenowany Rafał.
-Sam jesteś debilem! – zdenerwował się już nie na żarty Leo, który w końcu zrozumiał czemu „spodnie” nie chcą wejść.
-Oj, oj, oj. A wy co? Na lekcjach Glowesa, nic a nia się nie nauczyliście? Algilisur!* - rzekł i wycelował różdżką w naszego drogiego Saya. Ten stał już ubrany, z wszystkimi częściami garderoby na swoim miejscu. Jestem debilem. Mogłem użyć tego zaklęcia!
- Algilisur! – rozległo się trzy inne głosy. Każdy stał już w swoich szatach. Niestety zauważyłem, żę moje spodnie nie długo będą za krótkie. Zadowoleni z siebie wyszliśmy z przedziału. Było tam jeszcze parę osób. Kiedy dotarliśmy do wyjścia, w trybie natychmiastowym opuściliśmy pociąg biegnąc czym prędzej. Fala chłodnego powietrza uderzyła mnie w twarz. A oto ujrzałem stare dobre miasto. Jaką ja mam ochotę na kremowe piwo z siedmiu mioteł… Nazwa zmieniła się rok temu. Kiedy to w tym barze znalazło się siedem mioteł naszej reprezentacji.  Oprzytomniałem. Musieliśmy jeszcze przywitać się z Normem i Hagridem. Norm to przyjaciel który mu pomagał. Biedak, swoje lata ma. Trzyma się nie źle, lecz jak wiadomo z wszystkim by sobie nie poradził. I oto Norm w naszym 3 roku nauki zjawia się poszukując pracy. Nadawał się, to go Hagrid przygarną. Zobaczyliśmy Norma i Hagrida wołającego pierwszorocznych. Podeszliśmy czym prędzej to tych dwóch osobników.
-Hej, Hagrid! Cześć Norm! I jak życie leci moi przyjaciele? – zawołał z radosną minę mistrz kawałów-Leo.
-Cześć młody. Leci, a no leci. Czas płynie i płynie… A wiesz co! Pamiętasz jak ci mówiłem, że kogoś mi przypominasz? – zagadał do nas pół olbrzym.

-Za każdym razem jak go widzisz mówisz te słowa – szepną cicho Norm. Norm to wysoki i masywny szatyn. Ma zielone oczy, zadarty nos, oraz białe usta. Kiedy się go nie zna wydaje się oschłym i nie przyjemnym człowiekiem. Naprawdę, jest spoko. Lubi troszkę pokrzyczeć, lecz w rzeczywistości to pogodny gość.
-Norm! No wiesz?! – rzekł z lekkim oburzeniem Hagrid – No więc, przypominasz mi Blacka!
-Nie, znam – stwierdził Say, z tą swoją miną z eliksirów. Jego mimika twarzy mówiła: „Coś kojarzę, mów dalej i tak mi się nie przypomni”

-No identyczny! Znaczy, z charakterku.  Ach, on i Potter. Ja pamiętam jak Lilka była u mnie pierwszy raz… Psia kość to było coś z 50 lat temu! A może i 70.. Nie wiem. Ale, żal mi ich było Cholibka. A Syriusz… Tak nie winie osądzony… - wytarł nos w chusteczkę – Sory chłopaki, ale ja tu z pierwszoklasistami muszę iść a wam powóz ucieknie- powiedział, dodał coś jeszcze lecz nie usłyszeliśmy. Biegliśmy jak głupi bo ostatni pusty powóz właśnie startował. W ostatnich chwili jak oparzeni wbiegliśmy do tego pojazdu. Zdyszani, jechaliśmy w ciszy. Jedyne co było słychać to nasze oddechy. Byłem zapatrzony w niebo. Zapełnione było gwiazdami, które jaśniały blaskiem. Jedna była wyjątkowo jasna. Rozpoznałem ją. To nie była gwiazda. To planeta- Wenus. Wenus… Rzymska bogini piękności. Kiedy pomyślałem o tym, w głowie pojawił mi się obraz Avy.

2 komentarze:

  1. Kochana,
    Rozdział super. Jestem pod wrażeniem tego jakie poczyniłaś postępy. Ciesze się, że Ava jest szczęśliwa. Kompletnie nie rozumiem sprawy z tymi przezwiskami mam nadzieję, że to wyjaśnisz. Bardzo podobało mi się wspomnienie Hagrida o Lily, Syriuszu i Jamesie.
    Pozdrawiam Em

    PS. U mnie nowe notki

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana czytając Twój komentarz u mnie stwierdziłam, że mogła Ci umknąć jedna noteczka u mnie i z tego powodu nie rozumiałaś o, co chodzi w moim dzisiejszym rozdziale.
    Zerknij, czy tę czytałaś:
    http://ruda-i-huncwoci.blog.pl/2015/02/15/104-odejdz-wynos-sie-znikaj/
    W niej znajdziesz wszystkie odpowiedzi na pytania, które zadałaś mi w komentarzu.

    Pozdrawiam
    Em

    OdpowiedzUsuń