Witam. Postanowiłam już dawno, że zmienię perspektywę bloga.
Będzie na sto procent dużo ciekawszy niż dotąd. Będę pisała z perspektywy kilku
osób, a i rok wydarzeń się zmieni. Miłego czytania i KOMENTOWANIA. A, zapomniałabym! Rozdział dedykuję EM. To ona mnie zmobilizowała. Jestem dumna bo uważam ten rozdział za udany ^^
Lily.
Kiedy się obudziłam poczułam chłód. Otworzyłam leniwie swoje
intensywnie niebieskie oczy. Kiedy to uczyniłam zrozumiałam, iż leżę na dywanie
mojego pokoju. Nie mogłam zasnąć. Jakim to cudem moje nieudolne próby zaśnięcia
na miękkim łóżku powiodły się na chłodnej, niewygodnej podłodze? Zerknęłam na
kalendarz i ożywiłam się. To dziś po raz piąty jadę do Hogwartu. Tak tęsknie za
Kacprem… To już dwa lata od wykolejenia się „Błędnego Rycerza”. Bardzo mi go
brakuje… Niestety, dziś znowu miałam ten koszmar. Ale… Czemu ja mu pozwoliłam
usiąść przy oknie? Czemu wybrałam te
miejsca? Czemu akurat kiedy wyznał miłość Ann, i kiedy pogodził się z Marcusem?
Eh… Wstałam i Otworzyłam okno. Przyjemne powietrze wdarło się do słabo
oświetlonego pokoju. Poczułam dopiero co kwitnące wrzosy. Usłyszałam śpiew
ptaków. Te niewinne stworzenia cudnie nuciły jakąś melodie. Zapatrzyłam się w
okno. Kiedy tak przypatrywałam się tym rozkosznym istotom poczułam się
fantastycznie. Lekko i błogo. W końcu podeszłam do mojej dużej, białej szafy. W
lustrze ujrzałam rudą, piękną nastolatkę. Długie nogi dawały efekt figlarności
a duży biust kobiecości. Szerokie biodra i smukła sylwetka. Już nie byłam tą
samą, szarą myszką co kiedyś. Teraz byłam znana jako jedna z najlepszych
pałkarzy, zabawna dziewczyna kapitana która jest zakręcona na punkcie kawałów.
Kiedy pomyślę o moim facecie robi mi się gorąco w brzuchu. Dwa miesiące rozłąki
zrobiły swoje. Teraz mam ochotę przytulić mojego tępolota. Do mojej małej
główki napłynęły wspomnienia. Kiedy Oliwer i ja zatańczyliśmy po raz pierwszy
na wieży astronomicznej pod gwiazdami. Siedziałam tam zapłakana. Rafał
powiedział, iż jestem głupią dziewuchą nie wiedzącą nic o magii. Stwierdził też
że muglaki takie jak ja nie powinny uczęszczać do Hogwartu. Ja strzeliłam mu w
pysk i pobiegłam tam gdzie nikt mnie ni szukał – na wieżę astronomiczną. Oliwer
mnie znalazł, przytulił. Chwycił za rękę i zatańczył ze mną wolny taniec. W
tedy luną deszcz, i on się nachylił. Nasze wargi zetknęły się i połączyły w
namiętny pocałunek. Tamtego dnia i on i ja staliśmy się nie rozłączni. To było
w kwietniu w czwartym roku mojej nauki. Otrząsnęłam się i pomyślałam o Leonie.
Usta same ukształtowały się w uśmiech. Na myśl jak Say chciał bawić się w
ganianego z profesorem Longbotonem a ten nie poczuł się urażony. Wręcz
przeciwnie! Złapał go za ramię, posłał mu surowe i chłodne spojrzenie. Nagle
krzykną „Ty gonisz” i biegł czym prędzej po błoniach. Ten widok był bezcenny.
Uwielbiałam ich. Say i Oliwer są moimi przyjaciółmi. Po mimo tego iż ten drugi
jest moim chłopakiem jest i przyjacielem. Samanta, Jess i Ann są mi najbliższe.
Jess, od drugiego roku nas lekko unika. „Dominika! Zbierz się w sobie i zacznij
się ogarniać!” wydałam komendę sobie samej. Otworzyłam szafę. Wybrałam sobie
koszulkę z pięknym cytatem. „Kto mało myśli błądzi wiele …” – Leonardo Da
Vinci. Była koloru białego. Na moich rękach znalazły się również blado
niebieskie rurki oraz zwykła, niebieska koszula. Kiedy byłam gotowa zeszłam na
dół. Z kuchni unosił się wspaniały zapach… Poczułam coś wspaniałego. Te „coś”
to czekolada. Mama upiekła pieguski. Na bank! Uwielbiam jej słodycze… Są jak
połączenie delikatności obłoków które widzimy codziennie na niebie i milki. Są
przepyszne…
-Hej mamo – powitałam moją rodzicielkę, kiedy to wparowałam
do kuchni. Była ubrana w szary sweterek i dżinsy. Na jej twarzy widniał smutny
uśmiech. Nienawidziła rozstań.
-Cześć córciu –rzekła mama. – siadaj i wcinaj. Zrobiłam ci
płatki
-Dodałaś czekoladę? – zapytałam z uśmiechem na twarzy.
-A czy Ziemia jest okrągła? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Wcinałam swoje śniadanie jak zwykle pyszne. Kiedy już skończyłam mama usiadła
koło mnie.
-Córciu, masz ochotę na pieguski? Jeszcze ciepłe –
zaproponowała
-Na pieguski? Mamusiu, ty się jeszcze pytasz? Przecież ja
zawsze mam ochotę na pieguski! – stwierdziłam z wielkim entuzjazmem. Gdy
ciastka pojawiły się na stole chwyciłam jedno. Zaczęłam się delektować. Ta
słodycz była odpowiednio krucha. Czekolada idealnie dobrana. Ten duet stanowił
(według mnie) najlepsze połączenie.
Godzina później
-Pa tato! – zawołałam idąc w kierunku ściany oddzielającą
dwa perony. Kiedy byłam już blisko celu przyspieszyłam gwałtownie. Zamknęłam
oczy. Kiedy je otworzyłam znajdowałam się na peronie 9 i ¾. Czerwony,
błyszczący pociąg był już na swoim miejscu. Weszłam do tego pojazdu szarpiąc
swój kufer. Po wielu nieudolnych próbach podszedł do mnie Hans. Gdy ujrzałam
mego kolegę zdziwiłam się. Hans był naprawdę fajny. Pomagał mi w lekcjach, miał
jako takie poczucie humoru i w ogóle był okey. Lecz.. Nie będę kłamać. Mój
znajomy nie należał do grupy „ciach”. Jego trądzik dawał się we znaki, a skóra
ogólnie była chropowata. Teraz kiedy spoglądałam na tego młodzieńca widziałam
tę samą osobę lecz inną. Był ładnie uczesany, miał zupełnie inną fryzurę. Twarz
bez jednej krosty. Wyglądał przyzwoicie. Właściwie przyzwoicie to mało
powiedziane. Był przystojny!
-Siema Ava! Jak leci? Morze ci pomóc? – zaproponował mój
odmieniony kolega.
-Hej! Taaak.. Jeśli mógłbyś mi pomóc z tymi bagażami była
bym wdzięczna. – opowiedziałam z nieśmiałym uśmiechem. Gdy Hans pomógł mi z
moim bagażem usiedliśmy w tym samym przedziale. Ja usadowiłam się przy oknie,
on naprzeciwko mnie.
-To co wariatko. Jak minęły ci wakacje? – zadał pytanie, a
jego uśmiech nie znikał z twarzy.
- Dosyć, dosyć. A jak tobie? Cholernie się zmieniłeś! –
zawołałam z większym entuzjazmem.
-To źle? – zapytał niepewnie.
-Och! Niestety nadal twój mózg pracuje jakby go nie było. Na
lepsze tępolocie! – uświadomiłam mojego kolegę.
-Ej, ej, ej! Może i się zmieniłem. Ale ty bardziej! Spójrz
na siebie. Te rumieńce, strój! Ruda, zmieniłaś się nie do poznania!
–uświadamiał mnie z wielką satysfakcją. Rumieńce pojawiły się na moch
policzkach. Miałam zaprzeczyć, lecz do drzwi do przedziału otworzyły się, a w
nich mój najlepszy przyjaciel. Leo Say utworzył wielkie wejście.
-Say! – zawołałam rzucając mu się na szyję.
-Spokojnie, ruda. Jeszcze mnie udusisz – uspokajał mnie
krztusząc się Leo.
-Przepraszam – odparłam lekko zawstydzona.
-Ruda, mam dla ciebie prezent! –krzykną mój przyjaciel.
-Ale, Leo! Nie kupuj mi więcej prezentów! Już o tym
rozmawialiśmy. Głupio mi że nic dla ciebie nie mam! – uświadomiłam mu z
delikatnym oburzeniem.
-Ja ci nic nie kupiłem – oświadczył z wielkim zdecydowaniem.
– Ja ci kogoś przywiozłem
-Oliwer! – zawołałam widząc mojego chłopaka wpychającego się
przed Leona.
-No hej – powiedział z uśmiechem na ustach kiedy mnie już
przytulił.
-A my to co?! Niewidzialni? – rozległ się męski głos. Ten
głos należał do Dava.
-Stary, nie przejmuj się. Wiesz, że na nas laski nie lecą –
odparł drugi głos. To był Samy.
-Chłopcy! No chodźcie tu do mnie. Niech was wyściskam –
zawołałam szczerząc zęby. Oni popatrzyli się na siebie i podeszli do mnie bym
ich przytuliła.
-Tylko nie za długo. Pamiętajcie ta rudowłosa piękność jest
moja – stwierdził to Fint. Słychać było, iż cieszy się z tego faktu.
-Spokojnie, ja mam na oku inną panienkę – powiedział ze
spokojem Samy
-Stary, kleisz się do Jess od pierwszego roku. Nadal nie
czuć mięty między wami – rzekł okularnik siadając się. Chłopacy strasznie się
zmienili. Oliwer urósł o głowę a jego rysy nabrały męskości. Say też urósł, ale
oprócz tego jest kropka w kropkę. Dave nie urósł lecz na jego podbródku widniał
krótki zarost. Samy. Jego rysy się wyostrzyły, a delikatny trądzik to reszty
znikł. Chłopaki powitali się z Hansem. Za 10 minut pojawiły się dziewczyny i
Rafał. Nie obyło się bez pisków, i krzyków radości. Jess podcięła włosy. Teraz
brązowe kosmyki sięgały jej zaledwie do
łopatek. Ann wyjątkowo miała upięte włosy w koński ogon. Urosła, i zaczęła
używać kosmetyków. To mnie zdziwiło, ponieważ twierdziła, że to okropne malować
się i liczy się tylko naturalny wygląd. Z tym się zgadzam ale podkreślić oczy
to nie jest grzech. Samanta tak jak ja nic nie urosła. Za to zrobiła sobie brązowe
pasemka. Dziewczyny zmieniły się nieznacznie. Rafał tylko urósł, nic więcej.
Był taki sam jak przedtem. Zapowiadało się ciasno, ale i wesoło. Jedno jest
pewne. Jazda w jednym przedziale, dzieląc się z 9 osobami to zabawna, ale i…
Ciasna przygoda. No to piąty rok stoi otworem. To będzie trudny rok pełen
nauki, ale pełen niespodzianek, intryg i miłości.
Hej
OdpowiedzUsuń1. Dziękuję za dedykację.
2. Po drugie widzę, że ilość błędów została ograniczona (ortów nie widział, interpunkcji się nie czepiam, bo ona u wszystkich leży, ale masz momenty, gdy piszesz ACH TA NASZA POLSKA JĘZYK) jednak mimo to jest już ok
3. Opisy widzę, że wzięłaś sobie to do serce. Doceniam, że włożyłaś dużo pracy w opisy.
4. Skromność Avy - widziała w lustrze piękną dziewczynę - czy jak to leciało. No. ale skromność przede wszystkim.
5. Czytając tę notkę ma się wrażenie, że to jest pierwszy rozdział na tym blogu. Nakreślasz delikatnie sytuację i... kończysz, a czytelnik pragnie więcej, ale musi czekać. I to jest fajne, że PRGAGNIE się WIĘCEJ.
Życzę więcej takich wpisów
Pozdrawiam
Em