Obudziłam się w szampańskim nastroju. Dzień chłodny, nie za upalny. Ostre powietrze… Uwielbiam,
takie poranki. Wczoraj przeczytałam jedną bardzo dobrą książkę. Opowiadała o
założeniu Hogwartu. Wybrałam ubranie. Była to bluza z napisem „Wszystko jest
możliwe” Zwykłą niebieską koszulkę i białe rurki. Poszłam do łazienki. Szybko
uczesałam nieokiełznane włosy. Umyłam zęby i twarz zimną wodą. Musiałam się
obudzić. Dziewczyny spały, nie dziwi mnie to. Wstałam o 5. Plan „Przestraszyć
Oliwera” czas zacząć. Dowiedziałam się, że schody chłopaków są normalne więc
dziewczyny mogą ich używać. Wyszłam z łazienki. Delikatnie stąpając by nie
obudzić dziewczyn. Raz się potknęłam o coś
ale szłam dalej. Kiedy wydostałam się z dormitorium zeszłam ze schodów.
W pokoju wspólnym nikogo nie było.
Niebieski pokój wyglądał ślicznie w blasku porannego słońca. Ziewnęłam i
opuściłam pomieszczenie. Znalazłam się na 5 piętrze. Szłam do parteru. Kiedy
znalazłam się niedaleko Wielkiej Sali,
zmieniłam kierunek aby dostać się do kuchni. Kiedy już znalazłam się w „królestwie
skrzatów” szukałam Zmorka. Kiedy już odnalazłam swego przyjaciela poprosiłam o
dużą miskę.
-Oczywiście panienko. – rzekł. Pstrykną palcami i z Nienacka
pojawiła się duża miska. – będzie dobra? – zapytał.
-Idealna. – odpowiedziałam kiedy mi ją wręczał. Metalowa
miska była ciężka. Wypowiedziałam dobrze mi znane i opanowane do perfekcji
zaklęcie.
-Vingarium Leviosa. – rzekłam a miska uniosła się w górę. Wyszłam
z kuchni, i podziękowałam Zmorkowi. Szłam w górę po schodach. Kiedy dotarłam na
piąte piętro troszkę przystopowałam. Zmęczyłam się. Kiedy moje niebieskie oczy
powędrowały w stronę zegarka ujrzały godzinę 6:30. Przyspieszyłam chłopaki ( z
moich informacji ) wstaną o 7:10. Mam 40 minut. Wreszcie zobaczyłam cel mojej
wędrówki. Wielkie drewniane drzwi. Zapukałam złotą kołatką.
-Co było pierwsze. Popiół czy Feniks? – brzmiało pytanie
kołatki.
-Koło nie ma początku. – odrzekłam niezbyt pewnie. Co jeśli
będzie źle? Kawał nie wyjdzie… Na szczęście drzwi otworzyły się. Weszłam do
pomieszczenia. Znajdowała się tam tylko jedna osoba, która najwyraźniej zasnęła
czytając książkę. Czemu? Bo chrapała i zsunęła się lekko z niebiesko-srebrnego
fotela. Wpięłam się cicho po schodach. Lekko uchyliłam drzwi i starając się aby
nie skrzypiały. Kiedy ta sztuka mi się udała, powoli stąpając doszłam do celu.
Czyli łazienki. Sprowadziłam lewitującą miskę na dół. Nalałam do niej wody i
całą swoją siłą woli uniosłam ją za pomocą zaklęcia. Wyszłam cicho, tak samo
jak weszłam. Cichuteńko zeszłam ze schodów i weszłam na drugie. Prowadzące do
męskiego dormitorium. Najostrożniej w świecie uchyliłam drzwi. Weszłam
delikatni dotykając podłogi. Teraz czekało mnie najtrudniejsze. Użyć zaklęcia
„Vingarium Leviosa” na sobie. Użyłam całej swojej woli wypowiadając to zaklęcie.
Nie udało się. Kolejna próba i też nic. Po dziesięciu minutach oderwałam się o
centymetr. Wpadłam na genialny pomysł. Sięgnęłam po różdżkę Oliwera która
leżała na jego stoliku nocnym. Zabrałam również dwie masywne książki. Położyłam
je na ziemię, i trzymając swoją różdżkę w lewej ręce a Oliwera w prawej
wypowiedziałam zaklęcie lewitujące, które skierowałam na dwie księgi. One
poruszyły się i poszybowały. Jedną niżej drugą wyżej. Użyłam ich jako schodki i
stając na książki wreszcie byłam na doskonałej odległości. Ukończyłam zaklęcie książki której nie stałam
i wypowiedziałam zaklęcie jeszcze raz tylko na miskę z wodą. Kiedy miska
poszybowała ku mnie zrobiłam tylko jedno. Przechyliłam miskę tuż nad głową
Oliwera. Cała ZMINA woda która znajdowała się w misce spadła na jego twarz. On
krzykną i wyrwał się ze snu. Wyglądało jakby śniło mu się że spadł. Albo raczej
się utopił. Z ogormnym uśmiechem na ustach powiedziałam tylko jedno:
-BUU!
-Co?! Gdzie! – panikował budząc czwórkę wpół lokatorów.
-Co się dzieje?! – krzykną histerycznie jako pierwszy Leon
-Co?! Gdzie jak?! –wpadł w panikę Rafał.
-O co chodzi?! – zapytał z głęboką histerią w głosie Dave
- Aaaaaa! – krzykną Samy widząc mnie.
-Hej. Czy mogłabyś łaskawie powiedzieć… CO TY TU DO CHOLERY
JASNEJ ROBISZ?! – zapytał w piżamie w misę Leo.
-Zakład – odparłam krótko szczerząc zęby i wychodząc. „1:0
dla mnie!” pomyślałam bardzo zadowolona z siebie i pobiegłam do swojego
dormitorium. Samanta już siedziała na sowim łóżku. Włosy miała upięte w luźny
kok. Dżinsową koszulę z ćwiekami i również białe rurki.
-Hej. – powiedziałam cicho by nie obudzić Jess i Ann.
-He. Gdzie byłaś? – zapytała.
-Obudziłam chłopaków niezbyt miłym sposobem. – odparłam
tajemniczo i uśmiechnęłam się.
-Opowiadaj – zachęciła mnie i posunęła się robiąc mi miejsce. Opowiedziałam
jej całe zajście.
-Dobra robota. Następnym razem ja i ty – Rzekła usatysfakcjonowana
Sam
-Okey – zapewniłam.
-Może pójdziemy na błonia? – zaproponowała Samanta.
- Z wielką chęcią – odpowiedziałam i poszłyśmy po swetry. Kiedy
ja założyłam swój niebieski a ona różowy wyszłyśmy z dormitorium. W pokoju
wspólnym było pięć osób. Leo, Dave, Oliwer, Samy i Rafał. Na mój widok mina
Leona przekształciła się w szeroki uśmiech.
-No, no. Nieźle. Tylko… Jakim cudem dostałaś się pod sufit? –
spytał
-Tajemnica – opowiedziałam z lekkim dramatem w głosie.
-A może duet? Ty i ja? Kawały których Hogwrt nie widział – rozmarzył
się Say.
- Ja pracuję sama, lecz sugestie mile widziane –
powiedziałam wychodząc.
- Jaka ona inteligenta – usłyszenie tych słów mnie
zadziwiło. Tym bardziej, że przy nich westchną. Szłyśmy wesoło rozmawiając przez słabo oświetlone korytarze zamku. Kiedy
spotkaliśmy Marcusa samego.
-Idź ja cię dogonię – powiedziałam wreszcie Sam.
-Okey, będę przy Wielkiej Sali – poinformowała mnie. Podeszłam
do Marca. Miał zielono-srebrną koszule, zwykłe spodnie i trampki.
-Cześć. Musimy pogadać – powiedziałam oschle.
-Hej, ładnie wyglądasz. Co się stało? – zapytał trochę
zdezorientowany.
-Wiem co zrobiłeś Kacprowi. Wiem jak podle się zachowałeś.
Wiem jak on się czuł. Jesteś okropny! – powiedziałam co czułam i zaczęłam go
walić pięściami w klatkę piersiową. On jedyni złapał mnie za nadgarstki i
przytulił. Starał się mnie uspokoić. Kiedy opanowałam swoją złość doceniłam ten
gest. Był przyjacielski. Mógł mnie uderzyć. Był silny. A jednak przytulił mnie.
Co nie zmieniało faktu jaką jest świnią
-Tak. Zrobiłem to. To… Było okropne! Ale… No nie wiem. Muszę
ci coś powiedzieć…. Nie wiem jak zacząć. Jestem śmiertelnie hory. Tak, do końca
życia muszę z tym żyć. Mam… dobrą i zło stronę. Dosłownie! Raz jestem zły. Raz
dobry. To tak jakbym był podzielony na dwie strony. Przydzielili mnie do
ślizgonów dlatego, że w pociągu i w Wielkiej Sali kierowała ta zła strona.
Wczoraj dobra. Zazwyczaj góruje doba. Lecz, niestety nie zawsze. – wytłumaczył mi
z żalem w głosie.
- Tak, tak mi przykro. Ja, ja nie wiedziałam – wyznała.
-Nie mam ci za złe. Bentus też nie. Tłumaczyłem mu w inny
sposób. Przepraszałem. Lecz widać, że musiałem mówić prawdę. Teraz mówię ci
prawdę tylko z jednego powodu. Kłamstwa doprowadzą tylko do gorszego stanu.
Jesteś fajna, i być może zostaniemy przyjaciółmi. – powiedział co myślał.
-Nie, nie zostaniemy. – stwierdziłam.
-Czemu? – zapytał ze smutkiem.
-Bo już nimi jesteśmy – odparłam z szerokim uśmiechem i
podałam mu rękę.
-Przyjaciele? – zapytał niepewnie.
-Tak – oświadczyłam kiedy podał mi rękę.
-Dobra leć już Samanta na ciebie czeka. – pogonił mnie.
-Tak jest! – zawołałam i pobiegłam na dół. Tyle chorób, tyle
tajemnic. Hogwart coraz bardziej mnie zaskakuje…
1. POCZĄTEK:
OdpowiedzUsuń- Za szybko przeskakujesz z tematu do tematu. Mam wrażenie, że brak tu jednego zdania
"Obudziłam się w szampańskim nastroju. Dzień chłodny, nie za upalny. Ostre powietrze… Uwielbiam, takie poranki. Wczoraj przeczytałam jedną bardzo dobrą książkę. Opowiadała o założeniu Hogwartu. Wybrałam ubranie..."
Propozycja rozwiązania: Obudziłam się w szampańskim nastroju. Pierwsze, co zrobiłam to podbiegłam do okna i otworzyłam je. Poranek był chłodny, jednak nie za upalny. Wpatrując się w szkolne błonia zaczęłam rozmyślać o książce, którą czytałam wczoraj przed zaśnięciem. Była bardzo dobra. Opowiadała o założeniu Hogwartu. Rozmyślania przerwało mi chrapanie, którejś z dziewczyn. Zerknęłam na zegarek. Nadszedł czas szykować się na zajęcia. Podbiegłam do szafy i wybrałam ubranie...
2. ROZWINIĘCIE:
- Motyw pójścia do kuchni. Trzy powtórzenia KIEDY na początku zdań. I to w kolejności.
" Kiedy znalazłam się niedaleko Wielkiej Sali, zmieniłam kierunek aby dostać się do kuchni. Kiedy już znalazłam się w „królestwie skrzatów” szukałam Zmorka. Kiedy już odnalazłam swego przyjaciela poprosiłam o dużą miskę." KIEDY NR. 1 - NIECH ZOSTAJE. KIEDY NR.2 GDY DOTARŁAM... KIEDY NR. 3 - Już po chwili go dostrzegłam i poprosiłam...
- Ortografia np zamist CHORY jest hory
- Interpunkcja
3. ZAKOŃCZENIE - nie czepiam się
OGÓLNY OPIS ROZDZIAŁU PO POMINIĘCIU BŁĘDÓW:
Pomysł dobry, gdyby urozmaicić opisy byłby bardzo ciekawy, więcej emocji. Choroba Marca dość wzruszająca.
PS. Musisz koniecznie wejść z kimś we współpracę, bo będzie Ci bardzo ciężko.
I jeszcze jedno, ile masz lat? (jeśli mogę ci zadać tak osobiste pytanie :D)
Pozdrawiam
Em
Hym... Serio chcesz wiedzieć? Nie chcę cię zaszokować. Na razie odpowiedzi brzmi : Wiek to tylko liczby. Chociaż tak mnie kusi aby powiedzieć o moim wieku. Ale, chyba mogłabym... Coś między 11-14 :P Dlatego proszę o wyrozumiałość. Chociaż uwielbiam jak mnie krytykujesz. Ty masz wprawę, a ja zaczynam. DZIĘKUJE ZA KRYTYKĘ. Miło, że poświęcarz czas aby mnie czegoś nauczyć. To naprawdę motywuję. Pomimo nie dochodzę do takiego rezultatu jak ty, choć odrobinę się poprawiam. Ja to doceniam. Kiedy będę zadowolona ze swojej pracy podam wiek. Chcę pokazać, iż po mimo wieku można do czegoś dojść. I na prawdę cieszę się, że zakończenie jest w miarę. Bo jeżeli zakończenie jest w miarę to początek mogę poprawić. Początek potraktuję jak zakończenie i super. Nad rozwinięciem popracuję ostro. Popiszę jakieś długie miniaturki i morze za jakiś czas będzie w miarę. ( Takie moje optymistyczne myślenie ^-^ ) Dziękuje, i pozdrawiam. Zajarana w miarę zakończeniem
UsuńLily
Hej mam dwie sprawy...
OdpowiedzUsuń1. Nominowałam Cię do LAB. Szczegóły znajdziesz tutaj
http://ruda-i-huncwoci.blog.pl/liebster-blog-award/
2. U mnie na blogu pojawiło się krótkie ogłoszenie