poniedziałek, 12 stycznia 2015

5. Zakłady, drażnienie i straszenie - czyli zwykła pogawędka z Oliwerem, który jest uparty jak osioł.

-Gdzie ty byłaś? – zapytała oburzona Samanta.
-Pamiętacie tego biedaka, któremu dżem wybuchł na twarzy? – zapytałam.
-No tak. – przytaknęła Ann
-To poszłam z nim do kuchni, pomogły mu skrzaty. Dostałam słodycze! – To ostatnie krzyknęłam z wielkim entuzjazmem.
-Dawaj je tu! – krzyknęły razem.  Rzuciłam  je na łóżko. Wysypały się pudełka lodów, czekolady, lizaki i zapakowane ciastka. Rzuciłam się na trzy opakowania lodów czekoladowych.  Wyciągnęłam ze stolika nocnego łyżkę. Dziewczyny spojrzały się na mnie jak na debila
-CO?! – zapytałam
-Trzymasz w półce nocnej łyżki? – zapytała ze zdziwieniem Jess
-Uwielbiam podjadać. To tak na wszelki wypadek. – wyjaśniłam
-Acha… - powiedziała Ann i ryknęła śmiechem. Nie tylko ona, bo i Samanta i Jess też.  Kiedy objadłyśmy się tym wszystkimi słodkościami zaczęłyśmy gadać.
-My się właściwie nie znamy. – powiedziała Ann
-Racja. Mam pomysł. Weście pergamin i pióro. Napiszcie pytania i rozedrzyjcie. No wiecie na jednej małej karteczce jedno pytanie. TO co? – zasugerowałam
-Okey. Jestem za – powiedziała Ann 
-Ja też. – zawołały równocześnie Jess i Sami. Napisałyśmy po 10 pytań. Wpadało 10 na każdą.
-Kto zaczyna? – zapytałam.
-Ja mogę. – odpowiedziała Samanta. I wybrała karteczkę. Podała mi ją.
-Jak miał na imię twoje pierwsze zwierzątko i jaki gatunek to był? – przeczytałam.
-To zabawne. Dostałam równocześnie w wieku  trzech lat kota i psa. Pies był malutki, nazwałam go Gankster. Bo zabijał słodkością. Kota nazwałam Kapitan Jabłko. – oznajmiła.
-Fajnie, mi rodzice zabraniają mieć zwierzę. – stwierdziła z żalem Jess.
-Naprawdę?! – zapytałam z niedowierzaniem. –Mój tata ma bzika na punkcie psów. Ja mam obecnie 3 koty i trzy psy. Koty to: Białas, Samson i Hermegilda. A psy to: Kora i  Sara oraz groszek. Kora i Sara to wielkie Bernardyny. Groszek to mały kundelek. – dodałam.
-Ale masz fajnie… Chciałabym mieć tyle zwierząt. – rozmarzyła się Jess.
-Ogólnie jest wesoło, ale kiedy dwa Betusy na ciebie skaczą z radości i powalają na kolana. Można dostać porządnego bólu w karku. – powiadomiłam Jess.  – Teraz ja- dodałam i wzięłam kartkę. Podałam ją Ann.
-Jaka była najbardziej śmieszna sytuacja w twoim życiu? – przeczytała Ann
-Hym, w tedy kiedy pobiłam się z koleżanką. Kiedy poszłyśmy do łazienki się ogarnąć spojrzałyśmy w lustro. Wyglądałyśmy tak śmiesznie, że się popłakałyśmy ze śmiechu. To było jakieś pół roku temu. – powiedziałam szczerze i wyjęłam jedną fotografię na której byłam ja i moja przyjaciółka. Wyglądałyśmy jak wkurzone goryle. Dziewczyny wybuchły śmiechem.
-To teraz Jess. – powiedziałam śmiejąc się.
-No to ta. – wskazała na jedną z karteczek.
-Czy lubisz Samante\Dominike\Ann\Jess ? – widniał napis.
- Nie wiem. – przyznała się szczerze.
-Rozumiemy, znamy się… - powiedziała Ann, lecz sama nie wiedziała od kiedy.
- Od dzisiaj. – dokończyłam.
- Od wczoraj. – poprawiła Samanta.
- To już dzień? Czemu nam nic nie kupiliście na naszą dzienicę?! – zapytała Ann z udawanym dramatem w głosie.
-To ja wam słodycze przyniosłam a wy nic?! – zaczęłam grę. Zaciekawiona czy uwierzą.
-No bo tego, no yy... – Samanta się zestresowała.
- Samanta, jesteś takim debilem czy tylko udajesz?! One sobie jaja robią a ty gdybyś mogła do byś zaraz skoczyła do miodowego królestwa słodycze kupować! – stwierdziła donośnie Jess. Moim zdaniem ona też podjęła grę. Tylko trochę inną.
-No yy… - znowu Samanta się zestresowała
-Oj, biedna Samanta. Te niedobre dziewczynki robią sobie z ciebie żarty? Oj, biedna Samanto…  -mówiłam takim tonem jak matka Kaśki w koglu moglu : „Oj córciu, córciu! Już ty długo panienką nie będziesz! Już ci za mąż przyjdzie pójść! Oj, córciu córciu” ( znacie? xD )
-Ty też… - Przypomniała Jess
-Cicho babo… - skarciłam Jess. Ryknęły śmiechem.
Opowiadamy sobie kawały? – zapytała Samanta
-Okey.  Przychodzi mała dziewczynka do sklepu zoologicznego, i mówi:
Poproszę tego czarnego króliczka. A nie ładniejszy jest biały? Proszę pana. Mojego pytona wali jakiego on będzie koloru…  - skończyłam i salwa śmiechu. Opowiadaliśmy sobie dowcipy, aż do 22:30
-Zaraz wracam – oświadczyłam i wyszłam z dormitorium. Poszłam do pokoju wspólnego. Było tam kilka osób. Podeszłam do regału zapełnionego książkami. Wybrałam kilka książek. ( Jeżeli kilka można nazwać 12) i miałam już wchodzić na schody kiedy przestraszył mnie pewien chłopak. Był to Oliwer.
-Bu! – wrzasną.
-NIGDY WIĘCEJ MNIE NIE STRAŻ! – krzyknęłam z lekką histerią w głosie.
-Przepraszam, ale tak mnie korciło… - wytłumaczył się.
-To moja działka. – dodałam.
-Na pewno? Zakład, że mnie nie przestraszysz w ciągu dwóch tygodni. – zaproponował.
- Zgoda. Ale jak wygram. Co dostanę? – zapytałam.
- Całusa od Rafała – zażartował.
-Wal się! – zawołałam.
-Pokażę ci coś, aż ci kopara opadnie.
- Okey. A ty? Wybierz sam. – stwierdziłam
-Dostanę całusa w policzek od ciebie. – zaproponował.
-Banalne. – rzekłam.
-Ale chce to! – zawołał udając  małe dziecko
-Masz. – powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
-No dziękuje. – podziękował z dużą satysfakcją.
-To czego chcesz? – zapytałam ponownie.
- Spacer do Hosmedate. – stwierdził stanowczo.
- Przecież stanowczo jest to zabronione.
- Znam tajemne przejście.  – oświadczył.
-Dobra. – powiedziałam i podałam rękę. On podał mi dłoń i umowa zawarta. Zaczęłam zbierać książki.
-Pomóc ci? – zapytał kiedy już je pozbierałam.
-Refleks to ty masz jak moja siostra. – stwierdziłam
- Ale zanieść.
-Schody zamienią się w zjeżdżalnię – oznajmiłam. Jak taki nie ogarnięty typ mógł się dostać do Ravu.
-Znam zaklęcie.  – oświadczył. Wyją różdżkę i machną mrucząc coś. Zabrał mi książki i wszedł po schodach. Ja za nim.
-Dzięki. – rzekłam.
-Nie ma za co. Dobranoc. – pożegnał się.
-Dobranoc. – powiedziałam i kolejny raz dałam mu całusa w policzek i wkroczyłam do dormitorium. Usłyszałam przekleństwo. Chyba zaklęcie przestało działać.
-Co tak długa tam robiłaś. Jest 23! – krzyknęła Jess.
-Myślisz, że tak łatwo jest zanieść 12 książek. Na górę? Po schodach? – odparłam.
-Jak Ann wyjdzie z łazienki to twoja kolej. – oznajmiła mi Samanta.

Hogwart -  dzień drugi można zaznaczyć jako udany.! 

2 komentarze:

  1. Witaj,
    Tym razem będę trochę bardziej czepliwa niż zwykle. Nie podoba mi się bardzo to, że ignorujesz nazwy własne typu QUIDDITCH HOGSMEADE i nie są to literówki. Zwróciłam już dawno uwagę, że inni wytykali Ci tego typu błędy, a Ty je ignorujesz.
    Przez takie rzeczy Twoje opowiadanie traci na wartości. Do tego wszystkiego dochodzi ortografia. Minęły już czasy, kiedy na portalach do blogowania nie było opcji poprawiania błędów. Teraz jest ona wszędzie. Nawet jeśli z jakiegoś powodu jej nie masz to powinnaś wejść na WORDA albo coś takiego, wpuścić tekst w google nawet do tłumacza, tak aby podkreślił Twoje błędy.
    Zminimalizuj swoje błędy, dodaj więcej opisów.

    Pozdrawia
    czepialska Em

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie czepialska. Wiem, że to robię, ale odruchowo. Mogę wkuwać, mogę poprawiać, lecz często nie zwracam uwagi. Odruch z dzieciństwa. Posiadam wadę. Pomimo, tego że coś tam napisać umiem jeśli chodzi o treść to mam Dyzortografię. Jest to wada którą posiadają osoby które znają reguły lecz za rzadną świętość ich ni praktykują pomimo nie wiadomo jak by się starali. Robią błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Wykryto to u mnie późno więc nie mogłam chodzić na zajęcia które by mi zminimalizowały tą wadę. To tyle na moje wytłumaczenie. Nie jesteś czepialska tylko szczera i to w ludziach cenię. Nie będę się obrażała jak większość osób tylko wezmę to sobie do serca. Dziękuje, za napisanie mi tych błędów. Na tę chwilę szukam bety i rozumiem twoje niezadowolenie. Postaram się dodać więcej opiów, lecz trochę to zajmie zanim się tego nauczę. Jestem początkująca i proszę o wyrozumiałość. Dziękuje za uwagę.
      #Lili

      Usuń