Notka pojawi się najpóźniej w niedzielę. Wytykajcie mi błędy i komentujcie. Miłego czytania!
-Co to było? – zapytała Rachel
-No, bo ja i ten kretyn jesteśmy sąsiadami. Kiedyś byliśmy
przyjaciółmi, ale… No jestem dobry w Qwiditcha. No…Lepszy od Marcusa. Graliśmy
zawodowo w młodej lidze. On na rezerwie. Godzinę przed meczem o puchar krajowy
zrzucił mnie ze schodów. Byłem w kiepskim stanie. A kiedy ja leżałem a lekarze
dawali mi 50% i kiedy moi przyjaciele zamartwiali się na śmierć, on sobie na
luzie zajął moje miejsce. Oczywiście to był „wypadek” Więc został bezkarny.
Teraz, nie mogę grać. Nawet latać na miotle! Rozumiesz?! Nie mogę robić czegoś
co kochałem! – ostatnie słowa wypowiedział z krzykiem. Nie zważając, że dopiero
dzisiaj poznałam Kacpra, przytuliłam go. Chciałam go wesprzeć. Przecież on tyle
przeżył… Dziewczyny zrobiły to samo. Tym samym zmiażdżyły mi twarz.
-Okey, trzeba wysiadać. – rzekłam kiedy dziewczyny zaczęły
się odrywać. Pierwsze wysiadły dziewczyny.
-Dzięki za wsparcie, to dla mnie wiele znaczy…-szepną mi do
ucha Kacper.
-Jesteśmy kolegami, musimy się wspierać. – odpowiedziałam wysiadając.
-Przyjaciele?- zapytał Kacper podając mi rękę.
-Przyjaciele. – przytaknęłam.
Już po wykładzie
profesora Longbotona
~***~
Sala była cudowna. Na miejscu gdzie powinien być sufit
znajdowało się gołe niebo. Gdy się przyjrzałam zobaczyłam Wenus.
-Avalun Dominika! – rzekł Profesor Longbooton. Podeszłam
niepewnym krokiem. Wszyscy się na mnie gapili. Zwłaszcza Dyrektorka McGonagal.
Szeptała do innego nauczyciela. „Udawaj pewną siebie” szepnęłam w duchu.
Doszłam, w końcu do tego nie mile wyglądającego kapelusza. Podniosłam go i
usiadłam na stołku. Założyłam tiarę na głowę. Ona powiedziała, jedno jedyne
słowo.
-Ravenclaw! – byłam zdziwiona. Myślałam że trafię do
puchonów, może gryffonów. Ale że zostanę krukonką? W sumie fajne. Zeszłam ze
stołka, odłożyłam tiarę i powędrowałam do stołu od którego dochodziły oklaski. Usiadłam
obok jakiejś brunetki.
-Bentus Kacper! – rzekł profesor. Kacper stał zaraz na
wylocie więc szybko usiadł na stołku. Założył magiczny kapelusz. Nie zdążył
dobrze nałożyć tiary, gdy ona krzyknęła:
-Gryffindor! – no to super. Ciekawe gdzie trafi Ann i Rafał.
W między czasie był jakiś chłopak, został ślizgonem lecz nie słuchałam.
Czekałam na moich przyjaciół. W końcu :
-Chase Anabetch! – powiedział profesor.
Ann szybkim krokiem podeszła i włożyła ten kapelusz.
Wiedziałam co nastąpi. Mogłam się założyć, że trafi do Gryffu.
-Ravenclaw! – powiedziała, a raczej krzyknęła tiara. Euforia
która mnie wzięła była niesamowita! Ann usiadła obok mnie. Przybiłyśmy sobie po
piątce.
-Chase Rafał – profesor wyczytał brata Ann. To samo myślę
Gryff jest Rav. Tiara przydzieliła go do Ravenclawu. Brawa dla niego. Niby
głupek, a ty proszę! Usiadł naprzeciwko
nas. Dare, niestety została Gryffonką, Grace też. Marcus, ten parszywy typ mnie
nie zaszokował bo został ślizgonem ale Kuba? Kuba ślizgon..Ten uśmiechnięty i
zabawny? To przekraczało moje możliwości. Jak los mógł rozdzielić naszą paczkę?
Chyba los to kręta droga, ale naszą drogę budował Polak. Pijany…
-Drogie dzieci. Witajcie! Mam nadzieję że wasze mózgi
podczas wakacji całkiem nie wypustoszały. Drodzy pierwszo klasiści, mam
nadzieję że w Hogwarcie będziecie czuli się świetnie. A teraz… Wsuwajcie! –
rzekła dyrektorka. Na pozłacanych pół-miskach pojawiły się różne potrawy. Ja
nałożyłam sobie tylko pierogi z truskawkami i gofry w polewie czekoladowej.
Następnie kiedy znikły dania główne i pojawiły się desery na moim talerzu
znalazły się lody. Lody czekoladowe z truskawkami i wiórkami czekolady. Zjadłam
też kawałek tortu czekoladowego. Przekąsiłam na koniec trzy kruchutkie ciastka
z czekoladą. Uwielbiam czekoladę w każdej postaci. Jest jak płynne szczęście.
Kiedy ostatnia osoba skończyła jeść dyrektorka znowu przemówiła.
-Czas do łóżek, dzieci. Przypominam jutro sobota i nie ma
zajęć. – gdy to mówiła ziewnęła. No to super. Juto sobota. Krukoni się
poderwali.
-Ann, jak myślisz czemu Kuba trafił do domu węża. –
zapytałam
-Widać, nie każdy jest takim za kogo się podaje. –
odpowiedziała
-Lecz, ślizgoni to gbure. A on? – nie mogłam dać za wygraną
-Czasami, pozory mylą. – odrzekła z lekkim smutkiem kiedy
doszliśmy. Wejście do pokoju wspólnego
były strzeżone przez wielkie drewniane drzwi. Nie było klamki, ani klucza. Była
tylko kołatka.
-Musicie zapukać kołatką i odpowiedzieć na pytanie. –
odrzekł prefekt.
-Było coś i nic. Coś wyszło oknem, nic wyszło drzwiami. Co
zostało? – zapytał kołatka.
- I –odrzekł prefekt.
Wszyscy weszliśmy do pokoju.
-Dziewczyny, schodami w lewo. Chłopcy schodami w prawo. –
powiadomił nas. Poszłam schodami w lewo. Zastałam tam siedem drzwi. Na
czwartych widniał napis „Dormitorium klasy I” Otworzyłam drzwi i weszłam razem
z Ann. Zajęłam łóżko przy oknie. Ann zaraz obok mnie. Kotary były niebieskie.
Nie takie jak barwa Rawenclawu, lecz błękitne. Była jedna łazienka. Łóżko
wygodne, dwu osobowe. Łóżek było sześć. W pokoju panował spokojny nastrój.
Książki które ledwo wcisnęłam do walizki ustawiłam na regale po prawej stronie.
Ubrania włożyłam do kufra. Mój pamiętnik wylądował pod materacem. Kiedy
skończyłam do dormitorium weszły dwie zagadane osoby. Śmiały się. Były bardzo
wesołe. Jedna w okularach. Blond włosy
były upięte w luźny kok. Na jej małym nosie spoczywały okulary kujonki. Pojedyncze kosmyki spadały jej na ramiona.
Miała niebieskie oczy. Druga miła rozpuszczone, brąz włosy. Jej oczy były
koloru niebieskiego. Dziewczyna ta posiadała piękny uśmiech.
-Hej, jestem Samanta.
- powiedziała uśmiechając się okularnica
-A ja Jesica. – odparła brunetka.
-Cześć, jestem Dominika. – odparłam uśmiechając się.
- A ja Anabetch. – powiedziała z nieśmiałym uśmiechem.
Dziewczyny zaczęły się rozpakowywać, a ja chwyciłam za nowy nabytek. Książkę „Ostatnia
Piosenka”
-Uwielbiam tą książkę! – pisnęła zadowolona Jesica. Sięgnęłam
po różdżkę.
-Acio pepsi! – rzekłam. Pepsi ze stolika poderwała się lecz
opadła.
-Denerwujące. Próbowałam w pociągu milion razy i dupa. –
rzekłam lekko zirytowana.
-Źle trzymasz nadgarstek. –powiedziała Samanta. Podeszła do
mnie i pokazała mi jak powinno się ruszyć ręką. Spróbowałam, a pepsi poszybowała
ku mnie, lecz dziesięć centymetrów ode mnie opadła na podłogę.
-Dzięki. – rzekłam.
-Drobiazg. – odparła. – poćwicz a ci wyjdzie.
Uśmiechnęłam się. Czuję, że to nie przypadek. To
będzie wspaniały rok!
Hmmm muszę w końcu przestać się czepiać... powiem tylko, że nie podoba mi się tytuł. I tyle.
OdpowiedzUsuńZaskoczyłaś mnie, że Dominika nie poszła do Gryffindoru, ale może to dobrze. Moze nadszedł czas pokazać, że nie tylko Gryffindor jest fajny. Kuba w Slytherinie... powiem ci, że nie nastawiam się negatywnie. Myślę, że z niego będzie fajny facet. Także czas skończyć ze stereotypami o ślizgonach .
Pozdrawiam i życzę weny
EM
www.ruda-i-huncwoci.blog.pl