niedziela, 4 stycznia 2015

3. Chyba los to kręta droga, ale naszą drogę budował Polak. Pijany…

Notka pojawi się najpóźniej w niedzielę. Wytykajcie mi błędy i komentujcie. Miłego czytania! 

-Co to było? – zapytała Rachel
-No, bo ja i ten kretyn jesteśmy sąsiadami. Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, ale… No jestem dobry w Qwiditcha. No…Lepszy od Marcusa. Graliśmy zawodowo w młodej lidze. On na rezerwie. Godzinę przed meczem o puchar krajowy zrzucił mnie ze schodów. Byłem w kiepskim stanie. A kiedy ja leżałem a lekarze dawali mi 50% i kiedy moi przyjaciele zamartwiali się na śmierć, on sobie na luzie zajął moje miejsce. Oczywiście to był „wypadek” Więc został bezkarny. Teraz, nie mogę grać. Nawet latać na miotle! Rozumiesz?! Nie mogę robić czegoś co kochałem! – ostatnie słowa wypowiedział z krzykiem. Nie zważając, że dopiero dzisiaj poznałam Kacpra, przytuliłam go. Chciałam go wesprzeć. Przecież on tyle przeżył… Dziewczyny zrobiły to samo. Tym samym zmiażdżyły mi twarz.
-Okey, trzeba wysiadać. – rzekłam kiedy dziewczyny zaczęły się odrywać. Pierwsze wysiadły dziewczyny.
-Dzięki za wsparcie, to dla mnie wiele znaczy…-szepną mi do ucha Kacper.
-Jesteśmy kolegami, musimy się wspierać. – odpowiedziałam wysiadając.
-Przyjaciele?- zapytał Kacper podając mi rękę.
-Przyjaciele. – przytaknęłam.
Już po wykładzie profesora Longbotona
~***~
Sala była cudowna. Na miejscu gdzie powinien być sufit znajdowało się gołe niebo. Gdy się przyjrzałam zobaczyłam Wenus.
-Avalun Dominika! – rzekł Profesor Longbooton. Podeszłam niepewnym krokiem. Wszyscy się na mnie gapili. Zwłaszcza Dyrektorka McGonagal. Szeptała do innego nauczyciela. „Udawaj pewną siebie” szepnęłam w duchu. Doszłam, w końcu do tego nie mile wyglądającego kapelusza. Podniosłam go i usiadłam na stołku. Założyłam tiarę na głowę. Ona powiedziała, jedno jedyne słowo.
-Ravenclaw! – byłam zdziwiona. Myślałam że trafię do puchonów, może gryffonów. Ale że zostanę krukonką? W sumie fajne. Zeszłam ze stołka, odłożyłam tiarę i powędrowałam do stołu od którego dochodziły oklaski. Usiadłam obok jakiejś brunetki.
-Bentus Kacper! – rzekł profesor. Kacper stał zaraz na wylocie więc szybko usiadł na stołku. Założył magiczny kapelusz. Nie zdążył dobrze nałożyć tiary, gdy ona krzyknęła:
-Gryffindor! – no to super. Ciekawe gdzie trafi Ann i Rafał. W między czasie był jakiś chłopak, został ślizgonem lecz nie słuchałam. Czekałam na moich przyjaciół. W końcu :
-Chase Anabetch! – powiedział profesor.
Ann szybkim krokiem podeszła i włożyła ten kapelusz. Wiedziałam co nastąpi. Mogłam się założyć, że trafi do Gryffu.
-Ravenclaw! – powiedziała, a raczej krzyknęła tiara. Euforia która mnie wzięła była niesamowita! Ann usiadła obok mnie. Przybiłyśmy sobie po piątce.
-Chase Rafał – profesor wyczytał brata Ann. To samo myślę Gryff jest Rav. Tiara przydzieliła go do Ravenclawu. Brawa dla niego. Niby głupek, a ty proszę!  Usiadł naprzeciwko nas. Dare, niestety została Gryffonką, Grace też. Marcus, ten parszywy typ mnie nie zaszokował bo został ślizgonem ale Kuba? Kuba ślizgon..Ten uśmiechnięty i zabawny? To przekraczało moje możliwości. Jak los mógł rozdzielić naszą paczkę? Chyba los to kręta droga, ale naszą drogę budował Polak. Pijany… 
-Drogie dzieci. Witajcie! Mam nadzieję że wasze mózgi podczas wakacji całkiem nie wypustoszały. Drodzy pierwszo klasiści, mam nadzieję że w Hogwarcie będziecie czuli się świetnie. A teraz… Wsuwajcie! – rzekła dyrektorka. Na pozłacanych pół-miskach pojawiły się różne potrawy. Ja nałożyłam sobie tylko pierogi z truskawkami i gofry w polewie czekoladowej. Następnie kiedy znikły dania główne i pojawiły się desery na moim talerzu znalazły się lody. Lody czekoladowe z truskawkami i wiórkami czekolady. Zjadłam też kawałek tortu czekoladowego. Przekąsiłam na koniec trzy kruchutkie ciastka z czekoladą. Uwielbiam czekoladę w każdej postaci. Jest jak płynne szczęście. Kiedy ostatnia osoba skończyła jeść dyrektorka znowu przemówiła.
-Czas do łóżek, dzieci. Przypominam jutro sobota i nie ma zajęć. – gdy to mówiła ziewnęła. No to super. Juto sobota. Krukoni się poderwali.
-Ann, jak myślisz czemu Kuba trafił do domu węża. – zapytałam
-Widać, nie każdy jest takim za kogo się podaje. – odpowiedziała
-Lecz, ślizgoni to gbure. A on? – nie mogłam dać za wygraną
-Czasami, pozory mylą. – odrzekła z lekkim smutkiem kiedy doszliśmy.  Wejście do pokoju wspólnego były strzeżone przez wielkie drewniane drzwi. Nie było klamki, ani klucza. Była tylko kołatka.
-Musicie zapukać kołatką i odpowiedzieć na pytanie. – odrzekł prefekt.
-Było coś i nic. Coś wyszło oknem, nic wyszło drzwiami. Co zostało? – zapytał kołatka.
- I –odrzekł prefekt.
Wszyscy weszliśmy do pokoju.
-Dziewczyny, schodami w lewo. Chłopcy schodami w prawo. – powiadomił nas. Poszłam schodami w lewo. Zastałam tam siedem drzwi. Na czwartych widniał napis „Dormitorium klasy I” Otworzyłam drzwi i weszłam razem z Ann. Zajęłam łóżko przy oknie. Ann zaraz obok mnie. Kotary były niebieskie. Nie takie jak barwa Rawenclawu, lecz błękitne. Była jedna łazienka. Łóżko wygodne, dwu osobowe. Łóżek było sześć. W pokoju panował spokojny nastrój. Książki które ledwo wcisnęłam do walizki ustawiłam na regale po prawej stronie. Ubrania włożyłam do kufra. Mój pamiętnik wylądował pod materacem. Kiedy skończyłam do dormitorium weszły dwie zagadane osoby. Śmiały się. Były bardzo wesołe.  Jedna w okularach. Blond włosy były upięte w luźny kok. Na jej małym nosie spoczywały okulary kujonki.  Pojedyncze kosmyki spadały jej na ramiona. Miała niebieskie oczy. Druga miła rozpuszczone, brąz włosy. Jej oczy były koloru niebieskiego. Dziewczyna ta posiadała piękny uśmiech.
-Hej, jestem  Samanta. - powiedziała uśmiechając się okularnica
-A ja Jesica. – odparła brunetka.
-Cześć, jestem Dominika. – odparłam uśmiechając się.
- A ja Anabetch. – powiedziała z nieśmiałym uśmiechem. Dziewczyny zaczęły się rozpakowywać, a ja chwyciłam za nowy nabytek. Książkę „Ostatnia Piosenka”
-Uwielbiam tą książkę! – pisnęła zadowolona Jesica. Sięgnęłam po różdżkę.
-Acio pepsi! – rzekłam. Pepsi ze stolika poderwała się lecz opadła.
-Denerwujące. Próbowałam w pociągu milion razy i dupa. – rzekłam lekko zirytowana.
-Źle trzymasz nadgarstek. –powiedziała Samanta. Podeszła do mnie i pokazała mi jak powinno się ruszyć ręką. Spróbowałam, a pepsi poszybowała ku mnie, lecz dziesięć centymetrów ode mnie opadła na podłogę.
-Dzięki. – rzekłam.
-Drobiazg. – odparła. – poćwicz a ci wyjdzie.
Uśmiechnęłam się. Czuję, że to nie przypadek. To będzie wspaniały rok! 

1 komentarz:

  1. Hmmm muszę w końcu przestać się czepiać... powiem tylko, że nie podoba mi się tytuł. I tyle.
    Zaskoczyłaś mnie, że Dominika nie poszła do Gryffindoru, ale może to dobrze. Moze nadszedł czas pokazać, że nie tylko Gryffindor jest fajny. Kuba w Slytherinie... powiem ci, że nie nastawiam się negatywnie. Myślę, że z niego będzie fajny facet. Także czas skończyć ze stereotypami o ślizgonach .

    Pozdrawiam i życzę weny
    EM
    www.ruda-i-huncwoci.blog.pl

    OdpowiedzUsuń